Polecane e-booki:

Polecane książki (Kliknij w okładkę, aby przeczytać opis):

darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki         
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uzdrawianie przeszłości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uzdrawianie przeszłości. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 lutego 2016

Jak zapomnieć o przeszłości cz 5

Analizując przypadek mężczyzny, można stwierdzić, iż pomimo właściwego rozpoznania przez niego problemu, nie dokończył tej analizy, nie poszedł dalej. Podobnie jak w poprzednim przykładzie zatrzymał się na pierwszej akceptowalnej przez jego psychikę granicy, czyli uznaniu, że to przede wszystkim oni są winni – on jest tylko ich niewinną ofiarą, a jeżeli jest w tym jego wina, to niewielka.

    Nie trwało zbyt długo uświadomienie mężczyźnie błędów, jakie w swojej analizie popełnił. Najważniejszy z nich polegał na wykazaniu, że jednak jest znacznie więcej winy po jego stronie, niż dotąd mu się wydawało. W życiu jest tak, że w dużej mierze to my sami kreujemy rzeczywistość wokół siebie. Mężczyzna jak najbardziej miał prawo nie interesować się piłką i nie grać w nią razem z pozostałymi na przerwach szkolnych, miał także prawo dochować wierności swoim ideałom, jeżeli ktoś próbował na nim wymusić zachowanie sprzeczne z jego naturą czy poglądami. Nie tu leży źródło problemu. Problem jest w tym, w jaki sposób to przedstawiał. Jeżeli w sposób nieprzyjemny, arogancki, wręcz pogardliwy, często ostentacyjnie wyrażał swoje zdanie, zwłaszcza swoją odmienność, nie może się dziwić, że szybko stał się celem ataków. Skoro sam rozsiewał wokół siebie negatywną energię i często dawał innym do zrozumienia, że uważa ich za gorszych od siebie, to naprawdę nic więcej nie trzeba robić. Jest to wystarczający bodziec dla grupy rówieśniczej, która zachowuje się jak zgraja wróbli, tzn. zadziobią każdego, kto nie jest taki jak one.


    Pozostaje jeszcze kwestia bardziej ogólna: kiedy mamy ze sobą problem, w sposób nieświadomy rozsiewamy wokół siebie negatywną energię, chociażby poprzez krzywe spojrzenie, brak uśmiechu, życzliwości, wybuchowość, oschłość w głosie... Inni zaraz wyczuwają to i – także w sposób często nieuświadomiony – reagują na nas w sposób równie negatywny. Zawsze wtedy znajdą się osoby, które wezmą nas na cel, bo będziemy dla nich „inni”. Zauważył to sam mężczyzna, podając, że teraz, kiedy jest bardziej życzliwy dla innych, to już problemów z ludźmi nie ma, ale niestety wspomnienia i uraz z przeszłości pozostał.

    Zagłębiając się bardziej w źródła problemu, nie chodzi o to, aby wykazać, że tak naprawdę sami jesteśmy sobie winni, ale o to, aby przedstawić i przyjąć obiektywną prawdę, a ta – w przypadku naszego bohatera – ujawnia, że reagował negatywnie na rzeczywistość, którą w dużej mierze sam wytwarzał. Nie należy tego bynajmniej rozpamiętywać, tym bardziej że miało to miejsce dawno, dawno temu, a owo działanie nie wynikało przecież ze złej woli mężczyzny, tylko z jego braku ogłady towarzyskiej, a przede wszystkim z takiej, a nie innej natury. W późniejszym czasie zmienił się i poprawił swoje relacje z ludźmi, chociażby zrozumiawszy, że nie trzeba zawsze mówić wszystkiego, co się myśli lub, że tak naprawdę ludzie w większości przypadków źle przyjmują prawdę o sobie, więc lepiej im jej po prostu nie mówić.

    Po zrozumieniu przez mężczyznę prawdy o swojej młodości pojawił się kolejny problem: „W porządku, to wszystko prawda i zgadzam się z nią, nie zmienia to jednak faktu, że ludzie są podli i często krzywdzą innych bez powodu”. Polemizując z tego typu wyobrażeniami, najlepiej wykorzystać do tego logikę, konfrontację z rzeczywistością. Oto kilka przykładowych odpowiedzi:

    – W pana rodzinie jest zapewne kilkadziesiąt osób. Ile z nich uznałby pan za osoby podłe?

    – W pana bloku (ulicy, osiedlu) mieszka kilkanaście rodzin, w sumie prawie sto osób. Ilu z nich pokazało swoją podłość?

    – Proszę sobie przypomnieć wszystkie podłe osoby, jakie pan zna osobiście i zestawić je z pozostałymi osobami. Jaki jest to odsetek? Niewielki, prawda?


    W każdym społeczeństwie, w każdej grupie ludzi zawsze znajdą się osoby złe lub takie, które w danej chwili zachowają się nieodpowiednio, chociaż tak na co dzień są osobami „do rany przyłóż” – w tym dniu jednak miały akurat zły dzień. My też przecież czasem popełniamy błędy, zachowując się w różny sposób, nie zawsze przynoszący nam chlubę, ale nie można tego rozszerzać na wszystkich ludzi. Owszem, w różnych skrajnych sytuacjach ludzie mogą się zachować podle, ale nie jest to reguła, co potwierdzają przypadki z drugiej wojny światowej, chociażby z Oświęcimia, że nawet w tak skrajnych przypadkach wielu zachowało swoją przyzwoitość i człowieczeństwo. Z drugiej strony inni ludzie wcale tak bardzo nie różnią się od nas, bo my sami tak do końca nie wiemy, jak się zachowamy w jakiejś skrajnej sytuacji.

    To zrównanie innych ludzi ze sobą pomaga nam zrozumieć, że to, czy jakiś człowiek jest dobry, czy zły, w dużej mierze zależy od sytuacji i od naprawdę wielu, wielu różnych czynników (emocje, choroba, a nawet zwykłe niewyspanie). Należy po prostu tego nie roztrząsać tylko przyjąć jako część natury ludzkiej, w tym także i naszej. Zamiast wyobrażać sobie, jacy to ludzie są podli, lepiej przyjmować ich w sposób realny, takimi, jacy akurat są w danej chwili. Szybko wtedy zauważymy, że wokół nas nie ma ludzi podłych, że jest to błędne wyobrażenie naszej psychiki.

    Powyższe ustalenia w zasadzie są już wystarczające do tego, aby na gruncie czysto logicznym móc zmienić swoją mentalność i podejście do ludzi, ale metoda uwalniania przeszłości szybciej pomoże nam uporać się z takim problemem, wzbogacając nas dodatkowo o oczyszczenie emocjonalne i doświadczenie wybaczania, które w dalszym życiu okaże się nam bardzo pomocne.

    W przypadku opisywanego przez nas mężczyzny nie ma jednego negatywnego wspomnienia, które należy z naszej psychiki uwolnić, tak jak to było w poprzednim przykładzie kobiety zdradzonej przez męża. Tutaj mamy wiele takich doświadczeń z przeszłości, które zatruwają nasz umysł. One wszystkie muszą zostać przerobione. Do dyspozycji mamy dwa sposoby: albo zaczynamy od kilku drobnych wspomnień, niejako dla rozgrzewki, aby się wprawić i potem przechodzimy do tych bardziej bolesnych wspomnień, albo od razu uwalniamy te największe, licząc na to, że te malutkie źródełka goryczy zostaną przez naszą psychikę uwolnione same, niejako przy okazji. Ma to swój sens, gdyż radząc sobie z dużymi problemami, po ich przezwyciężeniu potem wystarczy już czasem dmuchnąć, aby drobne problemy same rozsypały się w proch. To jest właśnie to doświadczenie wybaczania. W późniejszym czasie drobne urazy, ale często także i większe (dużo w tej materii będzie zależało od nas) będą „rozbrajane” z marszu, a nasze problemy z negatywnymi wspomnieniami nie będą się już powtarzały.

    Oba przedstawione przez nas przykłady pokazują częste problemy osób stosujących metodę uwalniania przeszłości. Nie da ona pełnych efektów bez „uczłowieczenia” naszego krzywdziciela i bez szczerego wybaczenia mu. Nawet jeżeli uda się nam doprowadzić do jego odejścia z naszej pamięci, to bez pełnego wybaczenia zawsze pozostanie jakaś ranka, zadra, która będzie sączyła z siebie coś negatywnego, pomimo tego, iż główny problem zniknął. Może to być smutek, żal, niechęć do tej osoby, gorycz, oschłość emocjonalna, zgorzknienie, a nawet fobia lub nerwica lękowa.

    Metoda uwalniania przeszłości uwalnia nas nie tylko od naszego krzywdziciela, ale także od nas samych, od własnej negatywnej emocjonalności, mentalności i niedoskonałości, dlatego jest tak pomocna i skuteczna.

    Mam nadzieję, że niniejsze Refleksje pomogą lepiej zrozumieć metodę uwalniania przeszłości i przyczynią się do jej lepszego wykorzystania w praktyce. Za wszystkich zmagających się z własną przeszłością trzymam kciuki. Powodzenia!



    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.




poniedziałek, 1 lutego 2016

Jak zapomnieć o przeszłości cz 4

Analizując teraz całościowo małżeństwo naszej bohaterki, znając w pełni łańcuch przyczynowo-skutkowy, możemy zrozumieć, jak doszło do zdrady męża i jego decyzji o porzuceniu żony. Wszystko zaczęło się od naturalnych cech obu małżonków. Zaraz po ślubie, gdy zamieszkali razem, okazało się, że mąż jest dużym bałaganiarzem i nie dba o porządek w domu, co strasznie irytowało małżonkę, która przyzwyczajona była do porządku. Zaczęła więc zwracać mężowi uwagę, ale ponieważ to notoryczny bałaganiarz, więc nic się nie zmieniło. Jako że kobieta jest dosyć wybuchowa, więc szybko pojawiły się pierwsze kłótnie w związku z tym: „No, ile można mówić i prosić o to samo?!”. W reakcji na „zrzędliwość” żony, małżonek zaczął po prostu wychodzić z domu, aby nie brać w tym udziału. Jego bałaganiarstwo przecież nie wynikało ze złej woli, tylko z takiej natury – on po prostu nie dostrzegał problemu, nie myślał o tym.

    Coraz częstsze kłótnie i opuszczanie domu przez męża zapoczątkowały w nim pierwsze rozluźnienie więzi z żoną. Wracając ze swoich „spacerów” wypity lub pijany, doprowadził do tego, że pod względem seksualnym żona nabrała do niego niechęci i już nie godziła się tak często na seks. To jeszcze bardziej odsunęło go od żony, tym razem już nie tylko emocjonalnie, ale także mentalnie. To, coraz większe oddalanie się męża było główną przyczyną jego przyszłej zdrady. Któregoś dnia bowiem, w knajpie, pracy, sklepie, na spacerze, gdziekolwiek, zazwyczaj przypadkowo poznał kobietę, z którą wymienił spojrzenie, uśmiech lub zamienił kilka zdań. Potem, znowu przypadkiem natknęli się na siebie. Zaczęli rozmawiać i szybko okazało się, że świetnie się rozumieją, że bardzo dobrze im się ze sobą rozmawia. Postanowili więc spotkać się ze sobą, aby móc dłużej porozmawiać. Kim jest ta kobieta? Może to być osoba, która tak jak on nie była rozumiana w związku lub może to być samotna kobieta, która czeka na swego księcia z bajki. Rozmowy i mile spędzony czas sprawiają, że zaczyna wytwarzać się między nimi bliska więź, która prędzej czy później zostaje przypieczętowana seksem. W ramionach nowej kobiety mężczyzna odnalazł to wszystko, czego brakowało mu u żony: ciepło, zrozumienie, delikatność, no i seks. Powiększająca się bliskość między nimi wyparła resztki uczucia do żony. Gdy sprawa się wydała, nie trudno było podjąć decyzję o opuszczeniu żony – miał teraz przecież nową kobietę, lepszą...

    Odkrycie, że część winy leży po stronie naszej bohaterki, choć wiele ją kosztujące, w końcu pomogło jej spojrzeć na całą sytuację chłodnym okiem i wybaczyć swojemu mężowi. Chciała nawet ratować małżeństwo i zacząć wszystko od nowa, ale mąż nie wykazał takiej gotowości – nie wrócił do niej. Szybko więc w sercu kobiety pojawiła się nowa rana, a negatywne myśli zaczęły zalewać jej umysł: „A więc nic już dla niego nie znaczę...” – rozpamiętywała każdego dnia. Po kilku miesiącach jednak zebrała się w sobie i ponownie zastosowała metodę uwalniania przeszłości. Zrozumiała, że czasami sprawy zachodzą tak daleko, że nie można już ich cofnąć. Życzyła więc mężowi wszystkiego najlepszego i pozwoliła mu odejść ze swej pamięci...


Przykład 2

Awersja do ludzi


    Mężczyzna, którego problem teraz opiszemy, zmagał się w swoim życiu z negatywnymi emocjami od kilkunastu lat. Bez problemu odkrył w sobie, że najwięcej tych emocji doświadcza wtedy, gdy pomyśli, zobaczy lub wyobrazi sobie, jacy ludzie są podli, jak bez powodu krzywdzą oni innych, często dla czystej tylko satysfakcji. Nie trudno było mu także dojść do tego, że ma to wszystko związek z jego doświadczeniami jeszcze z czasów dzieciństwa i młodości, bo w tej chwili, w życiu dorosłym, ma dobre relacje z innymi ludźmi, a nawet jest im życzliwy. Największy problem jest wtedy, gdy jest sam, wtedy zaraz pojawiają się te negatywne emocje i wyobrażenia względem innych ludzi, co destabilizuje jego psychikę.

    W dzieciństwie i młodości mężczyzna był dosyć zamknięty w sobie, nieśmiały, wręcz można by powiedzieć, że wyalienowany, gdyż mało interesowały go tematy, jakimi zajmowali się jego rówieśnicy (piłka nożna, samochody, palenie papierosów czy pierwszy kontakt z alkoholem) – nie czuł się jednym z nich i nie raz dawał temu wyraz, stając w kontrze do całej grupy. Nie miał także przyjaciół, bo nikt nie chciał się z nim kolegować, zresztą on sam tego nie chciał, bo nie chciał się kolegować z tak „prymitywnymi” osobami.

    Mężczyzna zrozumiał nawet to, że te wszystkie przykrości, jakie spotkały go w tamtym czasie ze strony innych, wynikały właśnie z tego dystansu, jaki wytworzył między sobą a innymi, że ludzie nie lubią odmieńców, kogoś, kto nie jest taki jak oni. Niestety, pomimo całej tej świadomości oraz zastosowania metody uwalniania przeszłości, poza bólem wynikłym z rozgrzebywania przeszłości, nie potrafił z tymi emocjami i wspomnieniami sobie poradzić. Były silniejsze od niego.


    Przyglądając się przypadkowi naszego bohatera, jakże powszechnego wśród wielu ludzi, nie sposób nie docenić jego dużej pracy włożonej w rozpoznanie swojego problemu – i to rozpoznanie poprawne. Bariera jaka okazała się dla mężczyzny nie do przebicia polegała na żalu, który możemy zdefiniować słowami samego mężczyzny: „Czemu ludzie są tacy podli? Czemu mi dokuczali, wyśmiewali się, robili głupie kawały, skoro ja im nic nie robiłem. Nawet z nimi nie rozmawiałem, nie patrzyłem na nich, zupełnie nic. Trzymałem się z dala od nich. Czemu nie chcieli zostawić mnie w spokoju? Czemu ciągle wyżywali się na mnie?”.

    Problem mężczyzny nie leży więc w samych negatywnych doświadczeniach z rówieśnikami, tylko w tym poczuciu „dlaczego mi dokuczali, skoro ja nikomu nic nie robiłem?”. Jest w nim dość siły i determinacji, aby wybaczyć im ich gówniarskie wyczyny, ale nie ma to zupełnie wpływu na jego obecne negatywne emocje względem ludzi. Emocje te niszczą go każdego dnia i bardzo ograniczają jego życie. Chętnie na przykład poszedłby na jakiś koncert lub przedstawienie, ale potem te negatywne wyobrażenia na temat tego, jacy ludzie są podli, wszystko niszczą. Rodzi się w nim tyle negatywnych emocji względem ludzi, że w końcu rezygnuje z pójścia.


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.


piątek, 29 stycznia 2016

Jak zapomnieć o przeszłości cz 3

Ustalenie łańcucha przyczynowo-skutkowego


    Przechodząc do sfery świeckiej, prześledzimy teraz cały łańcuch przyczynowo-skutkowy, którego kobieta nie rozpoznała, uważając, że to ona jest poszkodowana, a cała wina ewidentnie leży po stronie męża. Zgodnie z zasadą metody uwalniania przeszłości zaczynamy od końca, czyli od skutku. Skutkiem jest zdrada męża i bezpośrednie jej następstwo, czyli jego decyzja o opuszczeniu małżonki. Czasami w małżeństwie zdarzają się zdrady, ale zazwyczaj po ujawnieniu jej winny współmałżonek wykazuje skruchę i małżeństwo toczy się dalej. W opisywanym przez nas przypadku mąż odszedł do kochanki. Mamy zatem z tego informację, że w dotychczasowym małżeństwie żyjąc z tą kobietą, było mu na tyle źle, że nie tylko dopuścił się zdrady, ale po ujawnieniu jej nawet nie próbował tego małżeństwa utrzymać, zakończył związek, który z jego perspektywy i tak był już emocjonalnie dawno zakończony.

    Powstaje pytanie, dlaczego kobieta tego rozpadu wcześniej nie zauważyła? W jej ocenie byli zgodnym małżeństwem i nigdy by się po nim czegoś takiego nie spodziewała. Szybko okazało się, jaka jest mentalność opisywanej przez nas kobiety. Mianowicie uważała, że skoro ona jest szczęśliwa w tym związku, to tak samo mąż musi być szczęśliwy z nią. Przyjęła tę zasadę a priori, co też niestety ludziom często się zdarza. Tak naprawdę ani razu nie zapytała, ani nie zainteresowała się czy mąż jest z nią szczęśliwy. A skoro tak, to też nie specjalnie zajmowała swoją uwagę tym, jak sprawić, aby mąż był w tym małżeństwie szczęśliwy. Uważała, że skoro się kochają, są razem, a ona pierze, prasuje i gotuje, to jej wkład w małżeństwo jest wystarczająco duży.

    Odkryliśmy w powyższym wywodzie pierwszy element łańcucha przyczynowo-skutkowego: mąż opuścił żonę, ponieważ było mu źle w tym związku. Idźmy jednak dalej i zadajmy sobie pytanie, dlaczego było mu źle? Czy zdrada jest tego skutkiem? Po części tak, ale tylko po części. W małżeństwie często powstaje zastój, emocjonalna mielizna, różnica zdań, a nawet chwilowe rozczarowanie, ale zazwyczaj nie są to wystarczające powody, aby dopuścić się zdrady małżeńskiej. Zbierając w pamięci wypowiedzi męża, kobieta przypomniała sobie, że mąż swego czasu zarzucał jej oziębłość, że nie spełnia w sposób należyty swoich małżeńskich obowiązków związanych z sypialnią, że nie dopuszcza go do siebie, ale to było dosyć dawno. Potem nie wspominał już o tym.

    Oziębłość małżonki, zwłaszcza po urodzeniu określonej przez jej mentalność liczby dzieci, to częste zjawisko w małżeństwie z wieloletnim stażem. Wielu mężów o tym wspomina. Jej chęć i zgoda na seks, a także częstotliwość dopuszczania do siebie męża po tym okresie rodzenia dzieci spada w wielu przypadkach diametralnie. Mężczyzna czuje się wtedy opuszczony, a nawet zdradzony przez żonę, ponieważ przysięgając jej miłość, zrezygnował z pozostałych kobiet. Kiedy teraz jedyna jego kobieta pozbawia go dostępu do swego ciała, czuje się on zdradzony. Należy bezwzględnie pamiętać o tym, że seks w życiu mężczyzny odgrywa o wiele większą rolę niż u kobiety. Tak, jak kobieta potrzebuje w małżeństwie miłości, tak mężczyzna potrzebuje dostępu do ciała żony. Warto o tym pamiętać.

    Nie ma się co dziwić w opisywanym przez nas przypadku, że małżonek kobiety pozbawiony dostępu do jej ciała w końcu znalazł sobie inne ciało. Jak się za chwilę jednak przekonamy, przyczyny tej zdrady są głębsze niż wynikająca w tej chwili wstrzemięźliwość seksualna kobiety.

    W tym momencie oponuje nasza bohaterka: dawniej chętnie się z nim kochałam, ale odkąd zaczął przychodzić do domu pijany, po prostu było mi nie miło dopuszczać go do siebie, nawet jak był trzeźwy. W mej pamięci pozostał już obraz jego czerwonej od picia twarzy, mętny wzrok i bełkotliwa mowa. Po prostu było mi nie miło... Nadal go kochałam, bo w końcu byliśmy małżeństwem, tyle tylko, że seks z nim nie był już dla mnie taki przyjemny.

    Odkrywając kolejne poziomy problemu kobiety nasz łańcuch przyczynowo-skutkowy wydłuża się, a wina za to, co się stało, przeskakuje z jednej strony na drugą. Czy zatem to jednak mąż jest wszystkiemu winny? Cofajmy się dalej i zobaczmy, co ma do powiedzenia mąż: Owszem, dawniej nie zdarzało mi się tak często przychodzić do domu pijany, nie jestem też jakimś pijakiem, ale zawsze spotka się kogoś znajomego, więc się idzie na piwo, potem drugie, trzecie, jakaś pięćdziesiątka i tak wychodzi...

    Analizując problem głębiej, okazało się, że kobieta jest dosyć zrzędliwa i kłótliwa, a co za tym idzie i krzykliwa. Z jednej strony nie mogąc tego na dłuższą metę znieść, a z drugiej, chcąc dać żonie czas na ochłonięcie, na wyciszenie emocji małżonek zaczął z domu wychodzić.

    Co ma zrobić ze sobą mężczyzna po wyjściu z domu, zwłaszcza z podwyższonym ciśnieniem wywołanym zwadą z żoną? Pierwszym, naturalnym miejscem, gdzie skieruje swoje kroki, będzie knajpa. Przy piwie, nierzadko wzmocnionym pięćdziesiątką wódki (dla rozluźnienia – a jakże) przeczeka ten czas. Zazwyczaj na miejscu spotka kolegę lub znajomego, który być może nawet tak jak on przyszedł przeczekać wzburzenie żony i się zaczyna: od piwa do piwa, od pięćdziesiątki do pięćdziesiątki, i w końcu obaj wracają mocno nietrzeźwi do domów.

    W innym przypadku mąż wcale nie musi pomyśleć o pójściu na piwo, może pójść na spacer, ale po drodze spotka kogoś znajomego, a ten dowiedziawszy się o powodzie spaceru, zaproponuje: „To, co tak będziesz chodził? Chodź, pójdziemy na piwo...”. Sytuacja skończy się tak samo, jak w pierwszym przypadku.

    Jak widzimy, trudno przypisać winę tylko i wyłącznie jednej stronie. W tej chwili wina bardziej leży po stronie żony, ale wystarczy tylko cofnąć się bardziej, aby przekonać się, że nie bez powodu „zrzędziła”. Jeżeli np. prosiła męża wiele razy, aby nie kładł brudnych ubrań tam, gdzie są czyste, a ten nie stosował się do tego i ciągle robił po swojemu, to i świętego by ruszyło. Jeżeli mąż jest bałaganiarzem i nie przykłada takiej uwagi do porządku jak żona, to mamy źródło konfliktu lub „zrzędzenia” żony.

    Czyja zatem w końcu jest wina tego, że ów mąż zostawił swą małżonkę? Tak naprawdę sprawa zazwyczaj jest nie rozstrzygnięta, ponieważ prawie zawsze wina leży po obu stronach i oboje są współwinni rozpadowi małżeństwa, chociaż rzadko kto sobie to uświadamia. Łatwiej przecież zamknąć się w takim oto wyobrażeniu, że to my jesteśmy tymi skrzywdzonymi, a cała wina leży po stronie przeciwnej.

    Rozpoznając w pełni łańcuch przyczynowo-skutkowy dochodzimy do źródła problemu: ze strony naszej bohaterki może to być kłótliwość, a ze strony jej męża bałaganiarstwo. Tak naprawdę to one (razem z wieloma innymi pomniejszymi przyczynami) doprowadziły w konsekwencji do zdrady męża. Są to procesy długotrwałe, obejmujące sobą wiele lat małżeńskiego pożycia, czasami aż trudno uwierzyć, jak bardzo mogą takie drobnostki przemienić się w małżeński sztorm. Kończąc ten wątek warto wspomnieć, że po to ludzie spotykają się ze sobą przed ślubem, aby się poznać. Zarówno jedna, jak i druga strona musiała te cechy w swoich partnerach przed ślubem zauważyć. Jeżeli zignorowały je lub nie doceniły ich negatywnego wpływu, pretensje mogą mieć tylko do siebie. Nie ma więc co dociekać czyja to ostatecznie była wina albo po której stronie była ona większa. Wystarczy tylko uświadomić sobie, że część winy za to, co się stało leży po naszej stronie. To pozwoli nam inaczej spojrzeć na swego „krzywdziciela”, a ponieważ sami nie jesteśmy bez winy, tym łatwiej przyjdzie nam wybaczyć.




    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.


poniedziałek, 25 stycznia 2016

Jak zapomnieć o przeszłości cz 2

Stosując metodę uwalniania przeszłości, nie chodzi o to, aby szukać winy w sobie, bo ktoś może odnieść takie wrażenie. Chodzi tylko o to, aby wejść w mentalność naszego krzywdziciela i przekonać się, co tak naprawdę stało za jego czynem. Jeżeli okaże się, że byliśmy współwinni – trudno, cóż możemy na to poradzić... Takie jest życie. Każdy z nas popełnia w życiu błędy, a ta prawda o sobie pomoże nam nie myśleć zbyt surowo o tym człowieku, lecz odpuścić mu winy tak jak my chcemy, aby osoby przez nas skrzywdzone odpuściły nasze winy.


    W jaki sposób wejść w motywacje i uczucia naszego krzywdziciela? Poprzez informacje, jakie do nas dotarły. Musimy przypomnieć sobie, jak się ta osoba zachowywała, nie tylko przy lub po tym zdarzeniu, ale także wcześniej, jeżeli utrzymywaliśmy z nią kontakt – nie trudno przecież po zachowaniu wywnioskować, jaki jest stosunek tej osoby do nas, czy nas lubi, szanuje, a może nienawidzi? Przecież to wszystko widać. Przypomnijmy sobie także, co ta osoba mówiła – to cenne źródło informacji o uczuciach i odczuciach tej osoby. Jeżeli było jej źle z nami, co w konsekwencji doprowadziło do jakiegoś złego zachowania z jej strony, to zapewne już wcześniej o tym informowała, albo wprost, próbując z nami porozmawiać, albo wykrzykując swoje zarzuty podczas kłótni, albo w formie aluzji lub nawet żartu, kiedy np. żartowała, że jesteśmy jak posąg, co może zdradzać zarzut, że osoba ta nie była zbyt zadowolona z uprawiania z nami seksu. Jeżeli w późniejszym czasie osoba ta dopuściła się zdrady małżeńskiej, to jest to wtedy dla nas ważna informacja mogąca odpowiedzieć na prześladujące nas pytanie: „Jak on/ona mógł/mogła?”.

    Po zebraniu powyższych informacji oraz znając charakter i naturę tej osoby (lub domyślając się jej po zachowaniu, jeżeli jest to obca osoba) próbujemy wejść w tę osobę i patrzeć oraz myśleć jak ona. Spójrzmy więc na siebie oczami tej osoby, a wykorzystując informacje, które zebraliśmy, pojawi się w nas odczucie, jakie zapewne towarzyszyło tej osobie. To pozwoli nam lepiej zrozumieć, co pchnęło tę osobę do takiego zachowania.

    Znając akt końcowy oraz motywację, która do tego doprowadziła, możemy teraz poszukać przyczyn tego, co się stało. Czasami źródła te znajdują się w dość odległej przeszłości, jeżeli krzywdzicielem jest osoba nam bliska. Zazwyczaj problemy takie rozwijają się i narastają latami, a jeden problem wynika z drugiego. Cofając się więc od końca, krok po kroku, możemy prześledzić cały ten łańcuch przyczynowo-skutkowy. Zazwyczaj nie jest to łatwe zadanie, zwłaszcza jeżeli jesteśmy zamknięci w poczuciu krzywdy i brakuje nam otwartości, aby spojrzeć obiektywnie na całą sytuację. Należy w tym miejscu odłożyć emocje na bok i po prostu na chłodno przeanalizować to wszystko. Tylko pełne zrozumienie zachowania naszego krzywdziciela pozwoli nam przestać go oskarżać i spojrzeć na niego jak na kogoś, kto źle postąpił, bo tak pokierowały nim emocje. Zachowuje jednak prawo do tego, aby mu wybaczyć tak jak my chcielibyśmy, aby i nam wybaczono, kiedy źle postąpimy.


    Opisane przez nas powyżej szczegóły metody uwalniania przeszłości są częstym miejscem, na którym Czytelnicy napotykają problemy. Niektórzy nie potrafią odnaleźć praprzyczyn tego, co się stało, inni w dalszym ciągu nie rozumieją, jak mogła ta osoba tak postąpić, a jeszcze inni zupełnie pomijają ten etap, uważając go za nieistotny lub wręcz zbyteczny.

    Spróbujemy teraz zobrazować powyższą wiedzę na konkretnych przykładach. Będą to przykłady uogólnione, utworzone na podstawie wielu różnych problemów, z jakimi można się spotkać, stosując tę metodę.

Przykład 1


    Kobieta zmaga się z negatywnymi wspomnieniami, które od kilku lat nie dają jej spokoju, dręcząc ją w dzień i w nocy. Wszystko zaczęło się od chwili, gdy dowiedziała się, że mąż ją pół roku zdradzał. Gdy sprawa wyszła na jaw, małżonek oświadczył, że ją zostawia i chce zamieszkać z tamtą. Zdrada męża była dla niej wielkim ciosem, tym bardziej że wydawało jej się, że tworzą zgodne małżeństwo.

    Nie mogąc poradzić sobie z tą ogromną raną w sercu, żalem, a co najgorsze z myślami, które bez ustanku wracają i rozgrzebują ranę, kobieta postanowiła w końcu wyzwolić się z tych negatywnych wspomnień, stosując metodę uwalniania przeszłości. Niestety nic nie pomogło. Nawet Bóg, do którego usilnie modli się każdego dnia, aby uwolnił ją od tych myśli i wspomnień, nic nie pomógł. Czy jestem już skazana na takie życie? – pyta kobieta.

    Odpowiadając na powyższe pytanie, musimy powiedzieć, że oczywiście, że nie. Spróbujemy przeanalizować przypadek owej kobiety dokładnie, aby wykazać, jakie błędy poczyniła, zarówno stosując metodę uwalniania przeszłości, jak i w swoim życiu.

    Zaczynamy od sprawy najprostszej, czyli od pomocy Pana Boga. Trudno oczekiwać od Pana Boga wsparcia i pomocy, skoro kobieta ta nie postępuje zgodnie z Jego nauką. Wiara chrześcijańska wręcz nakazuje wybaczać swoim krzywdzicielom, a nawet modlić się za nich. Jeżeli kobieta tego nie zrobiła, jakże może sądzić, że Pan Bóg jej w tej materii pomoże? Postępuje ona inaczej niż powinna. Pan Bóg mówi przecież wyraźnie: „Jeżeli przyjdziesz do mnie, aby złożyć dar, a będziesz miał urazę w sercu względem swego brata, zostaw dar, a idź, pogódź się najpierw ze swoim bratem, wtedy dopiero przyjdź i złóż mi dar”. Tak samo i w modlitwie Pańskiej Pan Jezus podaje nam zalecenie: „odpuść mi moje winy, jak i ja odpuszczam moim winowajcom...”. Oczywiście przykładów z nauki Pana Boga można by mnożyć, jak na przykład: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.


    Trudno spodziewać się pomocy ze strony Pana Boga, skoro nie stosujemy się do Jego nauki. Rozumiejąc jednak problem emocjonalny kobiety, możemy zalecić, aby zmieniła formułę prośby kierowanej do Pana Boga. Zamiast prosić o uwolnienie od tych negatywnych wspomnień, powinna prosić Pana Boga o siłę i światło, aby mogła wypełnić swoje chrześcijańskie obowiązki. Kiedy odpuści winy swojemu krzywdzicielowi, wybaczy mu szczerze i prawdziwie, jej problem sam się rozwiąże. Negatywne wspomnienia i rana w sercu są wynikiem właśnie tego, że nie jest w stanie wybaczyć. Na tym polega terapeutyczna moc wiary chrześcijańskiej, że nie jest ona tylko relacją z Bogiem, ale w sposób istotny i realny wpływa na nasze życie. Stosując na co dzień naukę Pana Boga, żyje się nam po prostu lepiej.





Polecane e-booki:


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.




piątek, 22 stycznia 2016

Jak zapomnieć o przeszłości cz 1



    W poradniku pt. „Jak uwolnić się z psychicznego bagna” zaprezentowaliśmy jedną z najlepszych metod pozbywania się negatywnych wspomnień. To one często sprawiają, że nasze życie zamienia się w gehennę. Bez względu na to, czy tego chcemy, czy nie, wspomnienia te raz za razem powracają i nic sobie nie robią z tego, że od tych złych doświadczeń minęło kilka, kilkanaście, a zdarza się, że i kilkadziesiąt lat. One wciąż powracają i dręczą nas, rozwalając naszą psychikę a poprzez nią nasze życie.


    Ponieważ od ukazania się owego poradnika minął już jakiś czas, a Czytelnicy często proszą mnie o pomoc w zastosowaniu tej metody, gdyż napotykają problemy i przeszkody, postanowiłem napisać Refleksje na temat tej metody, wykorzystując ich doświadczenia oraz własne przemyślenia.

    Metoda uwalniania negatywnych wspomnień, którą można nazwać także „uzdrawianiem przeszłości”, wymaga od nas wielkiego wysiłku emocjonalnego, ponieważ musimy całym sobą wrócić do tego złego czasu. Jak się wydaje, każdy to rozumie i akceptuje, że uwalnianie się od takich demonów przeszłości musi boleć. Największy problem, jaki zauważam, wynika ze zbyt powierzchownego potraktowania drugiej części metody, kiedy trzeba wejść w mentalność i motywację naszego krzywdziciela.


    Aby metoda okazała swoją skuteczność musimy zrozumieć tę osobę, dlaczego tak postąpiła oraz znaleźć źródła takiego działania z jej strony. Rzadko kiedy zdarza się, że człowiek jest zły sam z siebie. Prawie zawsze za jego złym czynem wymierzonym w nas stoi jakieś konkretne przekonanie lub motywacja, która umożliwiła jego przyzwoitości wyrządzenie nam krzywdy. Takich źródeł jest wiele, mogą one kryć się w naszych relacjach z tą osobą lub być zupełnie poza nami. Naszym zadaniem jest odkryć te źródła, aby przekonać się, że nasz krzywdziciel nie jest żadnym potworem, tylko zwykłym człowiekiem myślącym i czującym jak każdy inny człowiek, a za jego złym działaniem lub zachowaniem kryją się konkretne powody, które wywołały w nim taką reakcję.

    Tak jak ze znalezieniem źródeł poza nami nie nastręcza nikomu problemów, tak już znalezienie ich w sobie (zwłaszcza kobiety mają z tym problem) jest już poważnym wyzwaniem. Na lekcjach fizyki uczyliśmy się, że każde działanie ma swoje przeciwdziałanie. Ta czysto obserwacyjna prawda nie ogranicza się tylko do świata fizycznego, ale ma zastosowanie w każdym wymiarze świata i życia, w tym i nas samych. Szukając źródeł złego zachowania naszego krzywdziciela (zwłaszcza osoby, z którą byliśmy blisko związani), jego pogardy względem nas, nienawiści, lekceważenia itp., musimy zrozumieć, że nic nie dzieje się bez przyczyny, że wszystko ma swój skutek i przyczynę. Odkrycie tego łańcucha przyczynowo-skutkowego i dotarcie do źródeł, zmienia nasze postrzeganie całej zaistniałej sytuacji, a za nią i naszego krzywdziciela. Wiedząc, jakimi pobudkami się kierował, jakie odczucia względem nas były w nim podczas wyrządzania krzywdy, pozwoli nam inaczej spojrzeć na całą sytuację i zrozumieć, dlaczego to się wydarzyło.


   Stara prawda mówi, że wina zawsze leży po obu stronach. Rzadko kiedy zdarza się, że wina leży wyłącznie po jednej stronie, choć na pierwszy rzut oka tak się może wydawać. Odkrycie łańcucha przyczynowo-skutkowego, który doprowadził do końcowego aktu, jaki nasz krzywdziciel wykonał, często jest dla nas szokiem, bo nagle okazuje się, że tak naprawdę jesteśmy współwinni temu, co się stało. Jest to prawda bolesna, ale (kiedy już się z tego szoku otrząśniemy) oczyszczająca.



    Uświadomiwszy sobie, że część winy leży po naszej stronie, a ten jeszcze do niedawna okropny czyn jest tylko reakcją tego człowieka na zaistniałą sytuację, często budowaną przez długie lata, możemy „rozgrzeszyć” go, odpuścić mu winę. Osoby stosujące metodę uwalniania przeszłości zazwyczaj właśnie w tym miejscu popełniają błąd, przechodząc przez nie zbyt powierzchownie. Nie zagłębiają się zbyt uważnie w mentalność i uczucia tej osoby i nie dociekają, skąd to się w tym człowieku wzięło. Tak naprawdę nie interesuje ich prawda, często wręcz boją się jej, przeczuwając podświadomie, że sami nie są bez winy, chcą tylko, aby te demony przeszłości odeszły, najlepiej ze stygmatem, że to ta osoba jest winna – oni chcą być w dalszym ciągu uważani wyłącznie za ofiarę. Oto bardzo prościutki przykład, jak najbardziej prawdziwy: Mężczyzna zgwałcił kobietę i pomimo tego, iż przyznał się do winy, sąd go uniewinnił. W uzasadnieniu wyroku sąd argumentował, że noszenie przez ową kobietę bardzo krótkiej spódniczki (już nawet nie mini, ale mini-mini, tak, że ledwo zakrywała miejsca intymne), nienoszenie majtek oraz wyzywające zachowanie, czynią ją współwinną tego, co się stało, choć sama poszkodowana miała akurat odmienne zdanie.

    Powyższy przykład jest bardzo wyrazistym obrazem łańcucha przyczynowo-skutkowego. Nie można tylko patrzeć na efekt końcowy i twierdzić, że to ten mężczyzna jest wyłącznie winny, bo w końcu to on zgwałcił. Należy na powyższą sytuację spojrzeć szerzej, by zrozumieć, że jego bez wątpienia zły czyn wynikał z nieodpowiedniego stroju i wyzywającego zachowania samej kobiety. Nie może więc ona obwiniać tylko jego, uważając go za potwora, bo sama w dużym stopniu przyczyniła się do tego. Gdyby owa kobieta próbowała pozbyć się negatywnych wspomnień związanych z tą traumą, stosując opisywaną przez nas metodę, nie uzyskałaby pełnych efektów, póki nie weszłaby w motywację tego mężczyzny, nie spojrzała na całą ówczesną sytuację jego oczami i nie zrozumiała, jak bardzo przyczyniła się do tego, co się stało.



Polecane e-booki:

    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.

środa, 28 stycznia 2015

Eliminacja negatywnych wspomnień cz 7

Nie zawsze jednak przyniesie to pozytywne skutki. Jeżeli w świecie realnym nie przeprosiliśmy do tej pory osobę skrzywdzoną przez nas, to nadal mogą pojawiać się wyrzuty sumienia. Bez względu na powodzenie tej techniki, powinniśmy mimo wszystko prosić tę osobę o wybaczenie w świecie realnym, nawet jeżeli od tamtego czasu minęło wiele lat. Trudno nam będzie po kilku latach udać się do tej osoby i powiedzieć, że zrozumieliśmy swój błąd i prosimy teraz o wybaczenie, ale jest to dla nas najlepsze rozwiązanie. Swoim postępowaniem nie tylko siebie uzdrowimy, ale także bardzo często i tę osobę. Opisywaliśmy taką osobę powyżej.

Skoro to przez nas osoba ta cierpi teraz tyle lat, to powinno to być naszym obowiązkiem, aby to naprawić. Osoba, która myśli o nas jak o krzywdzicielu, wysyła w przestrzeń negatywne fluidy, które atakują nas na poziomie metafizycznym. Uzdrawiając ją, podwójnie więc sobie pomożemy. Trzecia korzyść jest taka, że naprawimy swój błąd w oczach Boga, co zawsze będzie dla nas z korzyścią. Warto też pamiętać o tym, że „lepiej mieć dziesięciu przyjaciół, niż jednego wroga”, jak mówi powiedzenie.

    Często we właściwej percepcji pomaga zamiana ról. Wczujmy się w emocje tej osoby i zastanówmy się, czego sami oczekiwalibyśmy od takiego krzywdziciela jak my. Mamy nadzieję, że nie trzeba tutaj akcentować faktu, że wszelkie wyrządzone przez nas zło należy naprawić. Sama prośba o wybaczenie to za mało. Powinniśmy się poczuć zobligowani do tego, aby to, co jest możliwe do naprawienia, naprawić. Nie należy tego ważnego dla zmiany naszego życia elementu odwlekać w czasie. Ludzie przecież odchodzą. Możemy w późniejszym czasie nie zdążyć już załatwić tej pozytywnej dla nas sprawy. Zostaniemy z tym kamieniem u szyi już na zawsze.



Podsumowanie


    Chcąc zmienić swoje życie szybko i sprawnie, powinniśmy skorzystać z powyższych rozwiązań, które od dawna są wykorzystywane w różnych wariantach przez wielu ludzi. Są one bardzo skuteczne, ale wymagają od nas maksymalnego zaangażowania i dużej ilości czasu. Nie bez znaczenia jest też systematyka i obowiązkowość. Umysł musi przejąć władzę nad naszym życiem i kierować naszymi czynami jak dobry zarządca. Jeżeli trzeba coś zrobić, to nie ma gadania, że nie chce mi się albo, że nie mam siły. Umysł musi być stanowczy: Trzeba i już. Koniec gadania. Często więc na początku tej drogi będziemy się zmuszać do działania, ale musimy to przezwyciężyć. Samo nic nie przyjdzie. Skoro poprzez swoją nierozwagę lub bezrozumność doprowadziliśmy do upadku swoje życie, to teraz niestety, trzeba zakasać rękawy i w pocie czoła odbudowywać to, co tak lekką ręką straciliśmy.

    Nie ukrywamy, że chcąc realnie i trwale zmienić swoje życie powyższe działania stanowią tylko wstęp do innych, bardziej zaawansowanych technik. W tej chwili jednak niech będzie to dla nas bez znaczenia, gdyż i tak największy ciężar poniesiemy teraz, na samym początku. W późniejszym czasie wszelkie działania, w porównaniu z tymi to będzie łatwizna. Wynikać to będzie z trzech powodów:

    1. Kiedy odzyskamy większą część energii, na kolejne działania będziemy mieli już więcej siły,
    2. Kolejne techniki zazwyczaj nie są już tak trudne i wymagające jak te,
    3. Najgorzej ruszyć z robotą. Jak już wprawimy całą tę machinę w ruch, to potem będzie nam szło znacznie łatwiej.

    Posty z tego cyklu mają na celu wskazanie technik potrzebnych do zmiany swojego życia, ale jeżeli ktoś uważa, że to wystarczy, to się myli. Nie sposób uzyskać trwałego szczęścia nie zmieniając siebie. Po przygotowaniu sobie gruntu, należy przejść do kolejnego etapu i zaangażować się w zmianę samego siebie. Zajmiemy się tym w innych postach.



    Przeczytaj uzupełnienie tego cyklu, artykuł pt. "Refleksje nad metodą uwalniania negatywnych wspomnień".


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



poniedziałek, 26 stycznia 2015

Eliminacja negatywnych wspomnień cz 6

Podsumujmy teraz całą technikę w kilku prostych punktach:
    1. Usiądź w wygodnej pozycji
    2. Wycisz się i zrelaksuj,
    3. Wybierz negatywne przeżycie do uwolnienia,
    4. Przypomnij sobie jak to było,
    5. Zbuduj w myślach całą scenerię i okoliczności, które wtedy były,
    6. Cofnij się w czasie, wchodząc w swoje wyobrażenie i zainicjuj zdarzenie tak, jakbyś włączył odtwarzanie filmu,
    7. Daj się ponieść tej rzeczywistości, niech wciągnie cię całego. Nie myśl o tym, że nie dzieje się to naprawdę,
    8. Mając w obecnym czasie większą siłę, mądrość, większe możliwości, reaguj na to zdarzenie po nowemu. Zmień swoje ówczesne zachowanie w taki sposób, abyś z ofiary stał się zwycięzcą,
    9. Zwyciężywszy i zapanowawszy nad ową sytuacją porozmawiaj ze swoim krzywdzicielem. Postaraj się zrozumieć dlaczego tak postąpił,
    10. Ulituj się nad swoim krzywdzicielem. Niech przestanie być dla ciebie bestią a stanie się biednym, zagubionym człowiekiem,
    11. Wybacz mu szczerze wszystkie jego złe czyny względem ciebie i pogódź się z nim,
    12. Pożegnaj się z nim i pozwól mu odejść do przeszłości,
    13. Pozbieraj do worka wszystko, co wiąże się z całym tym zdarzeniem (scenografię, myśli, uczucia, emocje...) i wyrzucając ze swojej psychiki, zniszcz go,
    14. Pomódl się za swego krzywdziciela, aby Bóg pomógł mu zmienić jego życie,
    15. Poczuj jak uwalnia się energia i rozjaśnia ciebie od środka, jak wywołuje w tobie spokój i przyjemność,
    16. Weź kilka głębszych oddechów i wróć do teraźniejszości lub przejdź do kolejnego, negatywnego wspomnienia.
    W rozdziale tym skupiliśmy się na najbardziej powszechnym przejawem negatywnych wspomnień, to jest, na ciągnącym się latami żalu i cierpienia spowodowanego negatywnymi przeżyciami z przeszłości, których byliśmy ofiarą. Istnieje jednak jeszcze druga grupa negatywnych wspomnień, znacznie mniej liczna od poprzedniej. Jest to poczucie winy. W zdarzeniach tych nie byliśmy ofiarą, tylko krzywdzicielem. Różne były tego powody. Nie wnikamy w to. Nie wszystkie krzywdy, jakie czynimy innym są celowe. Czasami po prostu tak się okoliczności ułożą. Ciężko potem z tym żyć, zwłaszcza jeżeli nie załatwiliśmy sprawy i nie przeprosili za to zło, które wyrządziliśmy. Podobnie jak w poprzednim przypadku negatywne odczucia i emocje ciągną się za nami latami i wysysając energię, niszczą nasze życie. Technika uzdrawiania przeszłości pomaga także i na te przypadki. Wystarczy tylko w swoim wyobrażeniu zmodyfikować fabułę i poprawić swoje negatywne zachowanie.




piątek, 23 stycznia 2015

Eliminacja negatywnych wspomnień cz 5

Pierwszym razem, jak użyłem tej metody miałem zaplanowane trzy wspomnienia do rozpracowania. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy po zakończeniu ostatniego, nagle same zaczęły zgłaszać się inne wspomnienia, wołając prosząco: „Jeszcze ja! Jeszcze ja!”. Widząc pozytywne efekty poprzednich działań z ochotą zgodziłem się na to i jeszcze trzy kolejne przerobiłem. Potem, z uwagi na późną nocną godzinę zaprzestałem dalszych działań, odkładając je na inny czas.

    Dzieląc się swoim doświadczeniem muszę powiedzieć, że takie drobne żale, urazy, nieporozumienia z przeszłości uwalniały się bardzo łatwo, często hurtowo. Były jednak także niektóre „potężne” negatywne przeżycia, które nie dawały się za pierwszym razem uwolnić. Po zastosowaniu tej techniki i zrobieniu wszystkiego „jak należy”, pojawiały się następnego dnia na nowo. Czasem dopiero za trzecim razem dawały się trwale usunąć.

    Należy tu wspomnieć także o tym, jak już zaznaczaliśmy to w innych rozdziałach, że takie negatywne wspomnienia ciągną z nas energię do swojego funkcjonowania. W momencie uwolnienia się od nich, ta zajęta przez nie energia zostaje odzyskana, zwiększając ogólne zasoby naszej energii życiowej. W przypadku niewielkich wspomnień, ta odzyskana energia będzie nieduża, ale już w przypadku takiego „dużego” wspomnienia, przypływ sił witalnych będzie bardzo odczuwalny, co z pewnością ucieszy nas i wleje jeszcze większą chęć do zmiany kolejnych elementów swojego życia.

    Na zakończenie tych porad polecam po każdym uwolnieniu, jeżeli nie z miłością, to przynajmniej z pokorą pomodlić się za naszego krzywdziciela, aby Bóg użyczył mu łaski i dopomógł zmienić się. Możemy do tego celu użyć np. modlitwy „Ojcze nasz”, przed którą wyrażamy swoją prośbę. Jeżeli szczerze i prawdziwie wybaczyliśmy naszemu winowajcy, to nie będziemy mieli większych problemów ze zrobieniem tego. Z jednej strony pomoże to nam bardziej „przypieczętować” całą sprawę, a z drugiej będzie to niezła okazja do pozyskania dla siebie zasługi u Boga, bo przecież tego od nas oczekuje, mówiąc słowami swego Syna: „Módlcie się za nieprzyjaciół swoich”.




wtorek, 20 stycznia 2015

Eliminacja negatywnych wspomnień cz 4

Po wybraniu odpowiedniej oprawy i scenografii, a także po wznieceniu w sobie miłości i mocy dobrego władcy, przywołujemy teraz z pamięci to rzeczywiste zdarzenie, które miało w naszym życiu miejsce. Postarajmy się nie wywoływać w sobie negatywnych uczuć i emocji, lecz przedstawmy je bezemocjonalnie podobnie jak mama tłumaczy dziecku, dlaczego źle postąpiło. Spróbujmy wysłuchać „oskarżonego”, niech wypowie się, dlaczego to zrobił, jakie pobudki nim kierowały. Jako ktoś wyżej rozwinięty od niego, posiadający większą moc i rozumienie doskonale rozumiemy, dlaczego tak postąpił. Mogło to być ze strachu, z głupoty, z winy alkoholu, chciał się przed kimś popisać, nie mógł nad sobą zapanować, nie myślał, że sprawi nam ból, różnie... Musiał być jakiś powód, że tak postąpił. Poszukajmy czegoś na jego usprawiedliwienie. Może był zrozpaczony, może przepełniała go frustracja, gniew, żal, zazdrość, desperacja, zniechęcenie do życia, nienawiść do ludzi, może kierowały nim kompleksy, uprzedzenia, poczucie winy, czy niska samoocena, może był zaślepiony przez miłość, żądzę pieniądza, bał się o siebie, swoją rodzinę...

    Człowiek sam z siebie nie jest raczej zły. Jego złe zachowanie zazwyczaj jest efektem jakiś problemów wewnętrznych lub życiowych. Znajdźmy je. Choć to może nie być łatwe, musimy to zrobić. Musimy naszego krzywdziciela „ubrać” w ludzką twarz, zobaczyć, że tak naprawdę nie jest to bestia, tylko ktoś bardzo skrzywdzony przez innych, przez los, często jeszcze w dzieciństwie. Jest to osoba godna użalenia się nad nią, która prowadzi bardziej nieszczęśliwe życie niż my. Może dlatego tak często się upija, wybucha złością i agresją? Spróbujmy dobrze zrozumieć całą zaistniałą sytuację. Dla lepszego zrozumienia postarajmy się wejść w jego skórę i prześledźmy całą sytuację z jego punktu widzenia, co mógł czuć i myśleć podczas tego zdarzenia, jakie motywy nim kierowały. Z pewnością pomoże to nam dostrzec w nim podobnie nieszczęśliwą duszę jak nasza, która straciła panowanie nad swoim życiem.

    Uczłowieczywszy naszego krzywdziciela, rozumiejąc jego zachowanie, zlitujmy się nad nim. Przestańmy go oskarżać i nienawidzić, raczej zasmućmy się nad jego losem. Mając w sobie moc płynącą ze swojej siły szczerze przebaczmy mu jego winy. Okażmy mu miłosierdzie. Przecież sami też bez winy nie jesteśmy i często sami wyrządzany innym krzywdę. Chcemy, aby nam wybaczyli. Pokażmy im, że zasługujemy na to, że pomimo tego, iż jest to bardzo trudne, sami zdobyliśmy się na to i wybaczyliśmy naszym krzywdzicielom. Jak inaczej moglibyśmy się modlić do Boga: „I odpuść mi moje winy, jak i ja odpuszczam moim winowajcom”. To prawda bardzo oczyszczająca. Pamiętam pierwszy raz, jak świadomie wypowiedziałem te słowa podczas modlitwy, kiedy rzeczywiście w tym momencie odpuściłem winę swojemu winowajcy. To było niesamowite uczucie i takie pełne orzeźwiającej mocy...

    Przebaczywszy naszemu winowajcy, pogódźmy się z nim (cały czas będąc w tej naszej wyimaginowanej rzeczywistości) i pozwólmy mu odejść. Pożegnajmy się z nim jak z przyjacielem i powiedzmy mu coś w tym rodzaju:


    Przykro mi przez to, co się stało, ale wybaczam ci. Choć pozostanie to w mojej pamięci, nie mam już do ciebie żalu. Teraz pozwalam ci odejść. Nie możesz zostać ze mną. Należysz do przeszłości, a ja chcę iść dalej. Muszę odzyskać swoje życie. Żegnaj zatem. Rozstaję się z tobą w zgodzie, ale nie wracaj do mnie więcej. Twoje miejsce jest w przeszłości. Wracaj więc do siebie.


    Po takim, bardzo wymownym pożegnaniu, wyobrażamy sobie jak odchodzi on w przeszłość, jak oddala się od nas robiąc się coraz mniejszym, aż znika gdzieś za horyzontem, czy za drzwiami. Musimy to sobie bardzo realistycznie wszystko wyobrazić, aby nasz mózg przyjął z założenia, że to prawda i przeniósł te negatywne wspomnienie ze swojej teraźniejszości do przeszłości.

    Na zakończenie pozostaje jeszcze do wykonania jeden ważny element tej techniki. Pozostając nadal w przyjętej przez nas scenerii, musimy zebrać wszystkie rzeczy, myśli, emocje i uczucia, które wiążą się z tym tematem i zapakować na przykład do ciemnego worka, uprzątając tym psychikę z niepotrzebnych śmieci. Mając w ten sposób zebrane wszystko w jednym miejscu pozbywamy się tego. Różne są sposoby. Można na przykład wyrzucić przez okno, do studni, zakopać w ziemi czy spalić w piecu. Ja stosowałem metodę wystawiania worka za okno i tam spaleniu go do cna tak, aby nawet popiół z tego nie pozostał. W ten sposób miałem gwarancję, że nic już z tego nie zanieczyści mojej psychiki. Wysprzątawszy psychikę możemy teraz zakończyć, albo zająć się następnym negatywnym wspomnieniem, powtarzając całą technikę od nowa.


piątek, 16 stycznia 2015

Eliminacja negatywnych wspomnień cz 3

Przy modyfikacji swojego zachowania pamiętajmy o tym, że zmieni się wtedy także reakcja naszego krzywdziciela lub otoczenia. Jeżeli daliśmy się wciągnąć w tę historię, wszelkie zmiany otoczenia nastąpią samoczynnie. Naszym zadaniem jest wtedy nie ograniczać ich swoim umysłem, który może próbować wtrącać swoje trzy grosze co do tego jak powinien zachować się agresor. Jego reakcja nastąpi sama. Historia zacznie żyć swoim nowym życiem, w którym będziemy musieli się odnaleźć. Z uwagi na to, że teraz mamy więcej odwagi i siły, a także, jesteśmy kreatorem tej rzeczywistości, nie pozwolimy zrobić sobie krzywdy. W najgorszym wypadku wkroczymy do akcji i za pomocą umysłu „zmusimy” agresora do innego zachowania względem nas. Nie możemy wyjść z tej historii przegranymi. Końcowy efekt będzie więc inny od tego, który był w rzeczywistości. Musimy przerobić tę historię na swoją korzyść.

    Kiedy zdarzenie się zakończy musimy przejść do drugiego etapu tej techniki. Jest on ważniejszy od poprzedniego, ponieważ niejako przypieczętowuje wprowadzone zmiany, sprawia, że zrywamy emocjonalne więzy i pozwalamy odejść temu zdarzeniu w emocjonalny niebyt. Będąc w wyimaginowanym przez nas zdarzeniu zwycięzcami, możemy teraz krzywdzicielowi okazać akt naszej woli i ułaskawić go. Robimy to z przyjemnością, podobnie jak wielki i mocarny władca, który okazuje swoje miłosierdzie skazańcom, aby zobaczyli jego wielkość.

    Czując się mocnym i miłosiernym możemy teraz ojcowskim okiem spojrzeć na naszego krzywdziciela. Pozwólmy mu wypowiedzieć się, dlaczego to wtedy zrobił, co ma na swoją obronę. Całą sytuację możemy wyobrazić sobie na różne sposoby, wybierając dla siebie najbardziej przemawiające do nas. Oto kilka propozycji na jej oprawę:


- Rozprawa sądowa

    My jesteśmy litościwym sędzią, a nasz krzywdziciel oskarżonym, który mówi o swoich motywach, jakie nim kierowały.


- Władza królewska

    Podobnie jak wyżej, jesteśmy litościwym władcą, który słucha oskarżonego skazańca, który klęcząc przed nami tłumaczy się, dlaczego był taki zły.


- Wyznanie win spowiednikowi

    Wyobraźmy sobie, że jesteśmy świętym spowiednikiem, który rozmawia z wielkim grzesznikiem (naszym krzywdzicielem). Może to być w konfesjonale, na plebani, w kościele, w więzieniu, gdziekolwiek.


- Rodzic i dziecko

    Możemy wcielić się w rolę rodzica, a nawet Boga, który swym miłościwym wzrokiem patrzy na wyznanie win swojego dziecka.


- Przyjacielska rozmowa

    Krzywdziciel wciela się w rolę przyjaciela, który przeprasza nas za swoje złe zachowanie.





    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



wtorek, 13 stycznia 2015

Eliminacja negatywnych wspomnień cz 2

Aby skutecznie przeprowadzić tę metodę musimy rzeczywiście mentalnie przenieść się w czasie. Mózg musi uwierzyć, że znalazł się tam naprawdę. Musimy więc odtworzyć wszystko w najdrobniejszych szczegółach, dosłownie. Im więcej szczegółów odtworzymy, im będą one bardziej żywe, realistyczne, tym lepiej. Odtwarzamy wszystko tak, jak było. Aby pomóc w zbudowaniu tamtej rzeczywistości przedstawiamy poniżej kilka sugestii:

1. Otoczenie


    Musimy je odtworzyć jak najdokładniej, a więc nie tylko gdzie to było, ale także jak ono wyglądało w najdrobniejszych szczegółach:
  • czy były drzewa, ławki, jeżeli tak, to jak wyglądały,
  • czy chodnik był wykonany z płyt betonowych, czy kostki brukowej,
  • czy w pokoju były meble, jeżeli tak, to jakie. Wyobrażamy sobie dokładnie jak wyglądały, łącznie z tym co było na półkach,
  • co było widać za oknem,
  • czy było słychać śpiew ptaków lub jakieś inne odgłosy,
  • czy było zimno, ciepło, wietrznie...

2. Osoby biorące udział w zdarzeniu


    Podobnie jak otoczenie, tak i tutaj wyobrażamy sobie ludzi w jak najdrobniejszych szczegółach, jak wyglądali i jak się zachowywali:
  • jak byli uczesani,
  • w jakim ubraniu byli, czyli rodzaj ubrania, jego kolor, fason i wzór,
  • jakie wykonywali gesty,
  • jak się zachowywali,
  • co mówili,
  • w jaki sposób mówili,
  • jakie emocje im towarzyszyły.

    Po wyobrażeniu sobie wszystkiego jak najdokładniej, przenosimy się mentalnie w tamten czas, inicjując całe zdarzenie od nowa. Musimy odtworzyć po kolei, krok po kroku, co działo się wtedy, jakie były słowa, jakie reakcje, jakie emocje. Kiedy dojdziemy do punktu kulminacyjnego, do źródła naszego problemu, nie powtarzamy po raz drugi tego co wtedy. Cała moc tej metody polega na tym, że mając teraz kontrolę nad tą rzeczywistością (bo w końcu sami ją stworzyliśmy), możemy ją zmodyfikować.

    W czasie, kiedy doświadczaliśmy to zdarzenie naprawdę, mogliśmy być nieprzygotowani, za mali, za słabi lub mniej mądrzy na właściwe stawienie temu czoła. Teraz jesteśmy starsi, bardziej mądrzy, silniejsi, bardziej odporni psychicznie, bar-dziej doświadczeni... W odpowiedzi na zaistniałą sytuację inaczej możemy pokierować swoimi emocjami, słowami, zachowaniem. Modyfikujemy w ten sposób oryginalny scenariusz, który miał miejsce. W tym miejscu bardzo ważna rada. Jest to najważniejszy element całej techniki, mianowicie emocje.

    Wyobrażenie sobie tamtej rzeczywistości w najdrobniejszych szczegółach jest bardzo ważne, ale o wiele ważniejsze jest wyzwolenie w sobie autentycznych emocji. Łatwiej będzie mózgowi uwierzyć w to wyimaginowane zdarzenie, jeżeli sami w nie uwierzymy i damy się wciągnąć w te emocje, jakie będą się wyzwalać. Zapomnijmy o tym, że nie dzieje się to naprawdę. Przeciwnie, poddajmy się temu całkowicie. Jeżeli będą targać nami emocje, niech targają, nawet gdybyśmy mieli płakać rzewnymi łzami i wyć z bólu. Im bardziej przeżyjemy to z autentycznymi emocjami, tym większa pewność, że uda się nam pozbyć tych problemów. Z jednej strony musimy więc zapomnieć o tym, że nie dzieje się to naprawdę, ale z drugiej, musimy pamiętać o tym, bo dzięki temu możemy za pomocą woli zmienić tę rzeczywistość, możemy inaczej pokierować swoim zachowaniem.

                          Ciąg dalszy artykułu -->>


Polecane e-booki:


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



Polecane e-booki:

e-booki   e-booki   e-booki   e-booki