Polecane e-booki:

Polecane książki (Kliknij w okładkę, aby przeczytać opis):

darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki         
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan Bóg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan Bóg. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Moje modlitwy cz 3

    Nie należy zbytnio roztrząsać tego dylematu, która z wersji jest lepsza lub bardziej właściwa. Ja przyjąłem wersję z nowego przekładu, ponieważ jest bliższa mojemu sercu. Osobiście uważam ją także za bardziej właściwą. Jest ona zgodna z mistyką chrześcijańską i naszym rozwojem duchowym. Nie do pomyślenia jest dla mnie prosić Pana Boga o niezsyłanie pokus i niedoświadczanie mnie, ponieważ są to prośby — z duchowego punktu widzenia — niekorzystne dla mnie.

     Przezwyciężanie pokus i życiowych doświadczeń wzmacnia nas, przybliża do Pana Boga i sprawia, że w nagrodę Pan Bóg obsypuje nas większymi łaskami i to już tutaj, na Ziemi. Do tego dochodzą zasługi, które przydadzą się nam na Sądzie Ostatecznym i w życiu wiecznym. Błogosławiona Aniela Salawa pisze tak: „Gdybyście mogli ujrzeć ten ogrom przyszłej chwały przyznany cierpieniom ludzkim na ziemi, wtedy prosilibyście sami o więcej krzyży i cierpień”. Nie prośmy więc o to, aby Pan Bóg nas nie doświadczał, ale prośmy o to, aby dał nam siłę znieść czas próby, bo próby są konieczne dla naszego rozwoju duchowego i zbawienia. Wymaga to większego wysiłku i zaangażowania, ale w końcu zapłatę otrzymuje się za wykonaną pracę, a nie za pobożne życzenia. Taka jest moja rada.

     Przyjmując nowy przekład modlitwy Pańskiej, zmieniła się (a właściwie uwspółcześniła) także ostatnia prośba: „ale nas zachowaj od złego”. Prośbę tę jednak całkowicie przebudowałem, dostosowując ją z jednej strony do swojej wrażliwości literackiej (słowo "zachowaj" zmieniłem na "uchroń"), a z drugiej, dodałem ważny dla mnie element: „od zła wszelkiego”, jako podkreślenie, że oczekuję ochrony także przed szatanem i demonami. Właściwie nie trzeba tego specjalnie akcentować, ponieważ w oryginalnej wersji, pod prośbą „zachowaj mnie od złego”, kryje się to wszystko. Bardziej jest to taka psychiczna potrzeba zaznaczenia tego, wynikająca z doświadczeń z okresu, kiedy wprowadzałem zmiany do modlitwy.

    Otóż na jednym z etapów duchowych Pan Bóg dopuszcza na człowieka atak demonów, aby go trochę podręczyły. Z trzech "standardowych" demonów opisywanych w literaturze duchowej (jak, chociażby „Noc ciemna” św. Jana od Krzyża) nawiedziło mnie dwóch: najpierw jeden, a po półrocznej przerwie, drugi. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że są one częścią składową naszego postępowania na drodze do Boga. Nie jest to temat tej rozprawy, więc nie będę go szczegółowo opisywał. Na potrzeby tego opisu wystarczy tylko informacja, że demony te wchodzą do człowieka niepostrzeżenie i zadomawiają się w jego wnętrzu. Można ich rozpoznać po dodatkowym, niezależnym od naszej woli, mentalności i moralności głosie wewnętrznym (takim, jak nasze samopojawiające się myśli), który dręczy nas kuszeniem, wyobrażeniem i komentarzem. Wszystko oczywiście przepojone złem i zgorszeniem. Po takich właśnie doświadczeniach pojawiła się ta potrzeba szczególnego podkreślenia w modlitwie, aby Pan Bóg chronił mnie od wszystkiego, co złe, także od demonów.

     Po wprowadzeniu tych wszystkich zmian, moja codzienna, podstawowa modlitwa nabrała następujący wygląd:

Ojcze mój, który jesteś w niebie,
święć się imię Twoje,
przyjdź Królestwo Twoje,
bądź wola Twoja, tak w niebie,
jak i na Ziemi, jak i w moim życiu,
(rano): chleba mojego powszedniego proszę, daj mi dzisiaj,
(wieczorem): za chleb mój powszedni dzisiaj, dziękuję,
i odpuść mi moje winy,
jak i ja odpuszczam moim winowajcom,
i nie dopuść, abym uległ pokusie,
ale uchroń mnie od zła wszelkiego
amen.

     Nie jest to jedyna modlitwa, jaką codziennie odmawiam. Zanim przedstawię pozostałe, zakończę wpierw temat z demonami, przechodząc w ten sposób do kolejnego podrozdziału.

                  Ciąg dalszy artykułu -->>



     Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.





piątek, 26 czerwca 2015

Moje modlitwy cz 2

Źle o nas świadczy także fakt, że tylko o coś prosimy Pana Boga: „Daj mi chleba”, „odpuść winy”, „uchroń od złego” itd. Są to ważne elementy modlitwy, ale budują w nas postawę roszczeniową, czasami do tego stopnia, że niektórym nawet nie przyjdzie do głowy, że za otrzymane łaski należy Panu Bogu podziękować. Ja akurat miałem zadanie ułatwione, ponieważ przychylność Pana Boga była tak widoczna (w tym okresie spełniał prawie wszystkie moje prośby, często wręcz natychmiastowo), że nie sposób było, za każdą z nich, nie podziękować. W ten sposób, ten fragment wieczornej modlitwy zmieniłem na „za chleb mój powszedni dzisiaj, dziękuję”. Skoro rano modlę się o to, abym miał co jeść, to wieczorem dziękuję za to, że miałem co jeść. Jak ważna jest to sprawa (może najważniejsza w ziemskim życiu) może zrozumieć tylko ten, kto był głodny, ktoś, kto od kilku dni nie miał co jeść. Na nic wtedy samochody, biżuteria, sława, władza... Tym bardziej odważnym proponuję, aby wykonali taki eksperyment duchowy i przez kilka dni nic nie jedli. Ich spojrzenie na życie wnet się przewartościuje. Sprowadzenie swojego życia do jego najbardziej egzystencjalnego poziomu jest nie tylko oczyszczające, ale także turbo doładowaniem dla naszej rozwijającej się dopiero duchowości. Dopiero wtedy zrozumiemy, jak ważna jest to prośba.

     Kolejny, tym razem o wiele mniejszy zgrzyt był wywołany przez ten sam fragment co poprzednio, czyli prośby: „chleba mojego powszedniego daj mi dzisiaj”. Bardzo mnie to raziło. Co to znaczy "daj"? To takie roszczeniowe... Szybko dopasowałem ten fragment do swojej duchowości i wrażliwości, dodając jedno małe, ale jakże ważne słowo "proszę": „Chleba mojego powszedniego proszę, daj mi dzisiaj”. Dopiero teraz jest to w pełni pokorna prośba wobec mojego boskiego Ojca. Wyrażam nią, nie tylko swoje poddanie się woli bożej, ale także przyjmuję postawę pokory, którą Pan Bóg bardzo ceni i zawsze premiuje.

     Jak na razie tyle było zgrzytów mojej świadomości odnośnie modlitwy „Ojcze nasz”. Kolejne zmiany wprowadziłem już nie w odpowiedzi na zgrzyty, lecz jako dopełnienie formy podstawowej, tego szablonu modlitwy, jaki nam Pan Jezus przekazał.

     Najważniejszą z tych zmian wprowadziłem stosunkowo późno, wtedy, kiedy byłem już bardziej zaawansowany duchowo, kiedy przeszedłem wiele etapów w tym zbliżaniu się do Pana Boga. Na jednym z takich etapów człowiek, którego Pan Bóg pociągnął ku Sobie, nabiera (dobrowolnie) chęci, aby oddać się całkowicie pod kierownictwo Pana Boga i zwraca się do Niego słowami Maryi: „Niech się stanie według Twego słowa (woli)” (Łk 1,38). Człowiek wycofuje swoją wolę i z pokorą poddaje się woli bożej: „Czyń ze mną wszystko według swojej woli”. Wyrazem tego oddania są słowa w trzecim akcie modlitwy: „Bądź Twoja wola, tak w niebie, jak i na ziemi, jak i w moim życiu”. Jest to dążenie każdego człowieka będącego na średnio zaawansowanym poziomie bliskości z Bogiem: „Niech Twoja wola stanie się moją wolą”. Jest to deklaracja i zaproszenie z naszej strony, że jesteśmy gotowi na przyjęcie większej bliskości z Panem Bogiem, oraz okupienie tego większymi próbami. Niestety, w życiu, także u Pana Boga nie ma nic za darmo. Jeżeli chcemy dostąpić większej bliskości z Panem Bogiem, pić z kielicha duchowych słodkości, jednocześnie musimy pić także z kielicha goryczy, współuczestniczyć w cierpieniu Jego Syna. Moc, jaką dzięki temu zbliżeniu otrzymujemy, sprawia, że wszelkie cierpienia fizyczne, psychiczne czy duchowe są mało ważne. Liczy się tylko to uczucie bliskości z Panem Bogiem. Aby podnieść nas do tego stanu, Pan Bóg potrzebuje naszej dobrowolnej zgody, z uwagi na to, że posiadamy wolną wolę. Musimy więc zaufać Bogu i zgodzić się w ciemno na wszystko, co będzie chciał z nami uczynić.

     Następną zmianę wprowadziłem, opierając się na Piśmie Świętym. W przedostatniej prośbie modlitwy, Kościół katolicki, a za nim jego wierni, wciąż używają starego tłumaczenia tego fragmentu (tłumaczenia ks. Wujka z XVIII wieku), podczas gdy w tej chwili dysponujemy dokładniejszym przekładem (prosto z oryginału), czyli Biblii Tysiąclecia. Została ona w całości przełożona z zachowanych oryginałów hebrajskich, greckich i aramejskich przez zespół katolickich księży-tłumaczy, z okazji wielkiej rocznicy, jaką było 1000-lecie chrztu Polski, stąd też i tytuł tego przekładu. Jest ona teraz powszechnie używaną Biblią, także podczas nabożeństwa. W nowym przekładzie prośba ta brzmi następująco: „... i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie”. Jest to prośba zupełnie przeciwstawna do tej formalnie obowiązującej: „...i nie wódź nas na pokuszenie”. W pierwszej prosimy Pana Boga o to, aby pomógł nam przezwyciężyć pokusę, a w drugiej prosimy Go o to, aby nie zsyłał na nas żadnych pokus. Niestety, nie ma tu ostatecznego rozwiązania, gdyż — jak przyznają sami tłumacze — miejsce te jest bardzo trudne do przetłumaczenia. Jeżeli weźmiemy sobie na warsztat wszystkie dostępne przekłady Pisma Świętego, z różnych epok, nie tylko katolickie, ale także innych odłamów chrześcijaństwa, to otrzymamy cały wachlarz różnych przekładów tego zdania, zbliżających się bardziej do jednej lub do drugiej skrajności. Także w Biblii nie znajdziemy rozstrzygnięcia, ponieważ bez problemu odnajdziemy słowa potwierdzające jedną lub drugą wersję. Oto przykład:

Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu,
przygotuj swą duszę na doświadczenie!
[...]
bo w ogniu doświadcza się złoto,
a ludzi miłych Bogu — w piecu utrapienia”

                                                   (Syr. 2,1-5)


Kto doznaje pokusy, niech nie mówi, że Bóg go kusi.
Bóg bowiem ani nie podlega pokusie ku złemu,
ani też nikogo nie kusi. To własna pożądliwość
wystawia każdego na pokusę i nęci”.

                                                            (Jk. 1,13)

               Ciąg dalszy artykułu -->>


Polecane e-booki:


     Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.





poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Jak skorzystać z pomocy Pana Boga cz 3

Nie ograniczajmy swego działania względem Boga tylko do korzystania z Jego pomocy. Niech to będzie tylko pierwszy etap. Razem z odmienianiem siebie samego, zadbajmy także o swój rozwój duchowy i wiarę. Jest to najszybszy i najskuteczniejszy sposób na odmienienie swojego życia i uzyskanie trwałego szczęścia i radości w nim. 


    Na koniec jeszcze jedna uwaga. W zależności od „warunków startowych” czas między wygłoszeniem swojej deklaracji a uzyskaniem pomocy Boga, może być długi, dochodzący nawet do kilku miesięcy. Spowodowane jest to różnymi czynnikami, z których najważniejsze to nasze zaangażowanie i realne działanie, oraz boski plan względem nas. Kiedy Pan Bóg uzna, że zasłużyliśmy już na Jego pomoc, pomoże nam. Do tego czasu powinniśmy robić wszystko, co w naszej mocy, aby zmienić siebie i swoje życie we własnym zakresie. Nie niecierpliwmy się ani nie zniechęcajmy. Pamiętajmy, że przez długi czas lekceważyliśmy Boga i mocno Go ranili swoim nieodpowiednim zachowaniem. Ja, na przykład, z początku czułem się tak brudny, że nawet nie śmiałem pomyśleć o tym, aby w modlitwie stanąć przed Bogiem, a co dopiero prosić Go o cokolwiek. Uznałem więc za właściwe, chociaż z grubsza oczyszczenie się z tego brudu, poprzez częściową zmianę siebie i swojego życia, a dopiero wtedy miałem nadzieję, że Bóg dostrzeże moje starania i pociągnie mnie ku sobie. Tak też stało się po pół roku, odkąd zacząłem walczyć o swoje życie. Nie odbyło się to jednak w jednej chwili. Był to proces rozłożony w czasie, podczas którego ta bliskość z Bogiem wzrastała i wzrasta zresztą do tej pory, choć już na innym poziomie.

     Bez wątpienia ci, którzy zdecydują się rzucić w ramiona Boga i przywrzeć do Niego całym swym jestestwem, nie będą tego żałowali. Warunek jednak jest taki, aby cały czas doskonalić się i chcieć zbliżać się do Niego jeszcze bardziej. Doświadczą wtedy łask duchowych, których próżno szukać w zmysłowym, ziemskim świecie.



    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.




czwartek, 2 kwietnia 2015

Jak skorzystać z pomocy Pana Boga cz 2

Zmieniając swoje życie, podejdźmy do tego poważnie i zadbajmy o jego pełną zmianę. Nawet jeżeli w tej chwili nie odczuwamy w sobie wiary lub nie wierzymy w Boga, otwórzmy się na Niego, ufając tym, którzy Boga już znaleźli. Skoro im się udało, to i nam się uda. Istotną informacją tutaj jest fakt, że to my musimy zrobić pierwszy krok. Bóg jest przy nas, ale czeka na nasze zaproszenie, na naszą wolę i zgodę. Musimy zatem, poprzez swoją wolę zwrócić się do Boga w modlitwie, a jeszcze lepiej swoimi słowami, że pragniemy wrócić do Niego, ale nie wiemy jak. Prosimy Go zatem o łaskę i miłosierdzie oraz o pomoc w odmienianiu swojego życia. Nie należy się ograniczać tylko do jednego razu. W miarę potrzeby, w kolejnym czasie powtarzajmy naszą deklarację i prośby o pomoc.


    Poza samym zaproszeniem, aby odzyskać Boga, należy od razu podjąć kolejne działania. Najważniejsze z nich to:
  • Ufność w Miłosierdzie Boże, że nas wysłuchał i przyjął z powrotem do siebie,
  • Zwracanie się w ciągu dnia myślami do Boga, aby pomógł nam w naszych działaniach zmiany życia,
  • Modlitwy do Boga, minimum dwa razy dziennie: na rozpoczęcie dnia i jego zakończenie. Standardowa modlitwa to „Ojcze nasz”,
  • Chęć zbliżania się do Boga coraz bardziej,
  • Realne działania zmierzające do poprawy swojego życia i odmienienia swojej natury,
  • Dziękowanie Bogu za okazaną łaskę i pomoc,
  • Poznawanie bożych praw i zaleceń w Piśmie Świętym, jak mamy żyć i postępować.

Korzystając z pomocy Boga oraz stosując techniki opisane w poprzednich rozdziałach, szczególnie medytację, a także poświęcając część swojego czasu na zastanawianie się nad sobą, swoim życiem, będziemy co rusz doświadczać różnego rodzaju myśli i natchnień, co dalej mamy robić. Potrzebne będzie do tego wyciszenie się i skupienie, ponieważ „głos boży” jest bardzo cichy i łatwo go zagłuszyć przez sprawy tego świata.

     Nie należy prosić Boga o pomoc, a następnie usiąść i czekać na nią. Bóg szczególnie chętnie pomaga tym, którzy sami sobie pomagają. Wtedy najchętniej wspiera ich i prowadzi. Jak już wspominałem, zazwyczaj Bóg pomaga zrobić tylko jeden krok do przodu. Należy więc przygotować się na tego typu kroczenie w swoim samorozwoju i dosyć często dziękując Bogu za okazaną pomoc, prosić o kolejną. Jeżeli zakończymy jakiś etap i nie wiemy, co jeszcze moglibyśmy zrobić, jaką drogą pójść, prośmy Pana Boga o pomoc, o wskazówki. W moim przypadku nigdy mi nie odmawiał i najpóźniej po kilku dniach miałem już wytyczony kolejny cel, zadanie do zrealizowania.

                                Ciąg dalszy artykułu -->>


Polecane e-booki:


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



wtorek, 24 marca 2015

Jak skorzystać z pomocy Pana Boga cz 1

Bez względu na to, czy jesteśmy osobą wierzącą, czy nie, nie zmienia to faktu, że jesteśmy dzieckiem bożym. Bóg chce, abyśmy zmienili się na lepsze, abyśmy odmienili swoje życie, dlatego w Jego osobie mamy naturalnego sprzymierzeńca. Nie dajmy się wciągnąć w intelektualną polemikę, że Boga nie ma. Tak mówią ci, którzy Go w swoim życiu nie doświadczyli. Nie oznacza to jednak, że Boga nie ma. Za dużo ludzi doświadczyło Jego pomocy i łaski, aby zanegować Jego istnienie i moc sprawczą. Nie dajmy się także obezwładnić myśleniu, że za bardzo oddaliliśmy się od Boga lub za bardzo nagrzeszyli, aby teraz zechciał nam pomóc. Nic bardziej mylnego. W objawieniach świętej Faustyny mówi przecież o tym bardzo otwarcie, że otwiera swoje Miłosierdzie dla wszystkich, nawet dla największych grzeszników, a im większy grzesznik, tym większe ma prawo do skorzystania z tego miłosierdzia (!). W objawieniu danym z kolei mistyczce Eugenii Ravasio mówi:

     Gdybyście nazwali Mnie Ojcem i dalibyście Mi świadectwo waszej miłości, czyż moglibyście znaleźć we Mnie serce tak zatwardziałe i tak nieczułe, że pozwoliłoby wam zginąć? Nie, nie! Nie wierzcie w to! Jestem najlepszym z ojców! Znam słabość Moich stworzeń! Przyjdźcie do Mnie, przyjdźcie z ufnością i miłością, a Ja po waszej skrusze przebaczę wam! Nawet gdyby wasze grzechy były tak odrażające jak bagno, wasza ufność i wasza miłość pozwoli Mi o nich zapomnieć do tego stopnia, że nie zostaniecie osądzeni! Jestem sprawiedliwy, to prawda, ale Miłość odpłaca za wszystko!


    Nigdy nie jest za późno na powrót do Boga, a chęć zmiany swojego życia jest idealnym momentem, aby odzyskać Jego łaskę i swoją wiarę. Tak samo dla ludzi wierzących jest to dobry moment, aby „nawrócić się” do Boga. Dlaczego? Ano dlatego, że skoro osoba wierząca ma problemy ze sobą, swoim życiem i chce je zmienić, znaczy to, że jej dotychczasowa wiara była martwa. Gdyby postępowała w pełni tak, jak Bóg tego oczekuje i miałaby żywą wiarę, nie musiałaby odmieniać swojego życia, nie wywoływałoby ono w niej psychicznego dyskomfortu.

     Pomimo naszej obojętności i zatwardziałości, Bóg cały czas jest przy nas. Nie udziela nam jednak tak dużego wsparcia, jak mógłby, a wręcz często zsyła na nas różne przeciwności i nieszczęścia, abyśmy się ocknęli i opamiętali. Po czym poznać (już z daleka), że człowiek jest blisko Boga? Po tym, że bije od niego święty spokój i radość, tak wielka, że wydaje się nam, że cała jego twarz jaśnieje. Ludzie pozbawieni Boga, uwikłani w zło tego świata, przesyceni są złością, agresją i nienawiścią. Bez problemu ich odróżnimy już z samego wyglądu.

     Pomimo tego, że Bóg zawsze przy nas jest i widzi, jak bardzo potrzebujemy pomocy, nie zawsze nam pomaga. Owszem, nie skąpi swej miłości nawet tym, którzy Go lekceważą, choć często ludzie tacy nawet nie zauważają interwencji Boga w ich życiu, lub zrzucają ją na zbieg okoliczności.

     Nie wystarczy wyrazić swoją wolę, ani nawet pomodlić się do Boga o pomoc. Nie dopuszczalne jest także proponowanie jakiś układów w stylu: „Jeżeli mi pomożesz, to zacznę chodzić do kościoła”. Nasze intencje powinny być zawsze czyste i szczere. Niewdzięcznym jest człowiek, który skorzystał z pomocy Boga, a następnie na powrót odwrócił się od Niego. Często też potem taki człowiek odpokutuje za to, aby poznał, co to znaczy utracić łaskę Boga.

                                       Ciąg dalszy artykułu -->>

Polecane e-booki:


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



środa, 22 października 2014

Dlaczego Pan Bóg przestał mi pomagać cz 2

2. Niewłaściwa postawa duchowa

    Wcale nie musimy w danej chwili zawinić poprzez niewłaściwe zachowanie, aby Pan Bóg wstrzymał dla nas łaskę. Równie dobrze może nie spodobać się Mu nasza postawa duchowa. Nie jest to już tak proste do rozpoznania, jak w pierwszym przypadku, ale przy głębszym spojrzeniu w siebie możemy bez problemu dojść do źródła problemu. Do najczęstszych przyczyn należą:

- Roszczeniowość


    Jeżeli ktoś chce tylko brać i nic nie dawać w zamian, to nie jest to właściwa postawa. Oczekując od Boga wsparcia i łaski, sami także musimy coś od siebie dać. Najlepsze, co człowiek może w zamian dać Bogu to miłość, uwaga i dobre zachowanie.

- Niewdzięczność


    Jeżeli w relacjach międzyludzkich dobrym zwyczajem jest dziękowanie komuś za okazaną pomoc, o ile bardziej należałoby podziękować Bogu za spełnienie naszej prośby, czy okazaną łaskę. Wielu osobom nie przyjdzie nawet do głowy, że należy Panu Bogu podziękować. Postawa taka świadczy o niskim poziomie rozwoju duchowego.

- Wymuszanie swojej woli


    Niektórzy ludzie są zbyt ociemniali przez swoje żądze czy pragnienia i w swoich prośbach kierowanych do Boga zachowują się jak rozkapryszone, natrętne dzieci. Przestali reagować na rzeczywistość i cali zamknęli się w swoim żądaniu: Oni chcą i koniec. Będą tak jęczeć i nagabywać licząc na spełnienie ich woli. Typowym przykładem takiej błędnej postawy jest prośba: „Daj mi wygrać w totolotka”.

    Jeżeli nasze usilne prośby nie są zgodne z wolą Boga lub Jego planem względem nas, to wtedy Pan Bóg może się „zdenerwować”. Poprzez wstrzymanie swej łaski pokazuje, że nie podoba Mu się nasza prośba.


3. Test wiary


    Test wiary, jakiemu Pan Bóg nas poddaje występuje najrzadziej z tych trzech, jakie przedstawiliśmy. Poprzez wstrzymanie swej łaski Pan Bóg sprawdza jak w tej sytuacji zachowa się człowiek. Czy nadal będzie Go kochał i wielbił? To żadna dla nas chwała, kiedy wychwalamy Boga wtedy, kiedy nam się w życiu powodzi. Prawdziwą miłość i wiarę możemy okazać dopiero wtedy, gdy nie będziemy korzystać z łaskawości Boga, kiedy w cierpieniu i przeciwnościach losu nie zapomnimy o Bogu, a nasza miłość do Niego nie zmniejszy się.

    Jeżeli w poprzednim okresie Bóg szczególnie mocno obsypywał nas łaskami i spełniał zaraz każdą prośbę, a teraz milczy jak zaklęty, nie reagując na nasze wołania w żaden sposób, możemy być pewni, że właśnie przechodzimy przez taki test wiary. Występuje on zawsze na początku drogi duchowej (chrześcijańskiej) i naszego zbliżania się do Pana Boga.

    Pan Bóg obsypuje w nadmiarze takiego człowieka po to, aby ten „zakosztował” Boga. Gdy już rozsmakuje się w Bogu, musi człowiek zacząć doskonalić się i rozwijać duchowo, bo w tym stanie, w jakim jest nie przedstawia dużej wartości. Stąd też ten egzamin z wiary. Jeżeli człowiek przejdzie go pomyślnie, będzie mógł rozpocząć się kolejny duchowy etap.

    Aby nie pozostawiać Czytelnika w niedomówieniu, na zakończenie podajemy właściwe rozwiązanie powyższego testu wiary: Należy zaprzestać dążyć do tych łask, które były naszym udziałem, bo ten czas już nie wróci. Całą uwagę należy skupić na Panu Bogu, jako najważniejszym naszym celu. Musimy zrozumieć nasze dotychczasowe łakomstwo duchowe i zrozumieć, że były one dla nas ważniejsze niż sam Bóg. Puki tego nie zrozumiemy, nie przejdziemy do następnego etapu.

Polecane e-booki:


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.





poniedziałek, 20 października 2014

Dlaczego Pan Bóg przestał mi pomagać cz 1

W życiu naszym przeżywamy różne okresy, czasem nam się powodzi, to znów wszystko zaczyna się sypać... Zadajemy sobie wtedy pytanie: „Dlaczego tak musi być?”. Osoby wierzące próbują zrozumieć swoją sytuację w odniesieniu do Pana Boga: Czy Bóg się na nich gniewa? Jeżeli tak, to za co? Osoby niezbyt mocno ugruntowane w wierze mogą czuć się rozczarowane lub oszukane. Uczucia te wzmagają się jeszcze, gdy przyzwyczailiśmy się do tej pory używać łaski Bożej w sposób nieskrępowany, kiedy hojnie wspomagał nas i wspierał w każdej sytuacji życiowej. W którymś momencie nagle kończy się szczodrość Boga, a my zachodzimy w głowę, co się stało? Czy to nasza wina? Co my takiego zrobili, że Bóg wstrzymał swoją łaskę?

     Znalezienie właściwej odpowiedzi jest dosyć proste pod warunkiem, że posiadamy rozbudowaną samoświadomość i doświadczenie w drodze duchowej. Istnieją trzy główne powody zmiany łaskawości Boga względem nas. Są one następujące:
  • złe zachowanie lub trwanie w grzechu,
  • niewłaściwa postawa duchowa,
  • test wiary.

    Scharakteryzujmy sobie teraz poszczególne powody:

1. Złe zachowanie lub trwanie w grzechu


    Jak łatwo się domyślić, jest to najczęstszy powód, jakiego możemy się zazwyczaj spodziewać. Nasze złe zachowanie i trwanie w grzechu odpycha od nas Pana Boga, w związku z czym, nie angażuje się w nasze życie tak, jakby chciał. Swoją postawą pokazujemy, że nie kochamy Go i nie zależy nam na zbliżaniu się do Niego. Gdyby nam zależało, zadbalibyśmy o swoją bezgrzeszność. Warto się zawsze zastanowić nad sobą, swoim zachowaniem, czy przypadkiem nie mamy niczego na sumieniu. Dosyć często zachowujemy się niewłaściwie w sposób zupełnie nieuświadomiony. Dopiero później, po przeanalizowaniu i zastanowieniu się stwierdzamy, że jednak nie było to właściwe zachowanie.

    Dobrym zwyczajem jest przeprowadzać sobie taką analizę codziennie, na zakończenie dnia. Wystarczy dosłownie kilka minut... Zastanówmy się, czy wszystko zrobiliśmy dzisiaj jak należy, czy w naszym zachowaniu nie było żadnego błędu, żadnego uchybienia. Jeżeli było, wyciągnijmy z tego naukę na przyszłość , zastanówmy się na spokojnie, jak powinno wyglądać nasze właściwe zachowanie. Następnym razem będziemy już uważać w podobnej sytuacji i zachowamy się właściwie.

    Rozwój duchowy niejako wymusza na nas praktykę przedstawioną powyżej, dlatego też nie czekajmy na Pana Boga, aż straci cierpliwość i upomni nas poprzez zesłanie niepowodzeń, czy wstrzymanie łaski, ale badajmy się i zastanawiajmy, co jeszcze moglibyśmy zrobić, aby się poprawić lub zbliżyć do Pana Boga.

                                          Ciąg dalszy artykułu -->>

Polecane e-booki:


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.





wtorek, 16 września 2014

Świadectwo wiary cz 3

    Jeżeli chodzi o te światełko, z początku myślałem, że ma to być dla mnie taki papierek lakmusowy, który będzie wskazywał poziom mojego rozwoju duchowego. Wyobrażałem sobie, że to małe światełko będzie w miarę moich duchowych postępów jaśniało coraz bardziej, że zacznie rozświetlać mnie od środka, a potem wyleje się na zewnątrz i cały będę emanował takim pozytywnym, niewidzialnym, boskim światłem. Niestety następnego dnia światełko zaczęło zanikać, by w kolejnym dniu zniknąć zupełnie. Zacząłem więc interpretować sobie, że był to może rodzaj zesłania Ducha Świętego. W tej chwili myślę jednak, że był to chyba po prostu znak, taki stempel potwierdzający przyjęcie mojej prośby. Zresztą nie wnikam w to. Liczy się dla mnie tylko to, że odzyskałem swoje życie i Boga.

    W ten sposób na przestrzeni kilku miesięcy odzyskałem łaskę Boga i chociaż nie odczuwałem już takiej bliskości z Nim jak przedtem, ani nie odczuwałem tej Mocy jaka temu towarzyszyła, to jednak okazał mi wielką łaskę, spełniając prawie wszystkie moje prośby w kolejnych miesiącach, często wręcz natychmiastowo. Szczególnie chętnie spełniał moje prośby odnoszące się do mojego rozwoju i zmiany życia. Pomimo tego wszystkiego nadal niezbyt mocno wierzyłem w istnienie Boga, zresztą i dzisiaj nic się nie zmieniło.

    Zawsze miałem problemy z odczuwaniem wiary. Nie odczuwam wiary jako takiej, a to, że wiem, że Bóg istnieje wynika tylko z doświadczenia. Zawsze więc rozbraja mnie pytanie „Czy wierzy pan w Boga?”, bo wierzyć można w coś czego się nie widziało, ale jest się przekonanym, że to coś istnieje. Ja natomiast nie wierzę w to, tylko WIEM z doświadczenia. W ten piękny sposób człowiek „szkiełka i oka” jakim przez większość swego życia byłem poznał Boga przez doświadczenie. Czyż to nie piękne? Nie. Choć to może zabrzmi dziwnie, pomimo tej pewności, bardzo zazdroszczę ludziom, którzy wierzą w Boga poprzez wiarę. Uważam to za rzecz duchowo bardzo cenną. Chciałbym mieć taką wiarę. Taki może paradoks...

    Wracając do tematu, kiedy zacząłem analizować to wszystko, przypomniały mi się sytuacje, w których Bóg już wcześniej spełniał moje prośby, a nawet pomagał mi sam od siebie, w sytuacjach które wydawały mi się beznadziejne, kiedy wydawało się, że już znikąd nie ma szans na ratunek, a tu nagle niespodziewanie, ze strony z której bym się nawet nie spodziewał przychodziła pomoc. W tych momentach byłem przekonany, że było to działanie Boga. Choć takich sytuacji było wiele w całym moim życiu, to jednak dawniej były one na tyle rzadkie, że po jakimś czasie zapominałem o nich i o Bogu. W tym ostatnim czasie o którym piszę, zdarzeń takich, razem ze spełnionymi prośbami było tak dużo, że w połączeniu z otrzymanym światełkiem, na gruncie czysto logicznym nie sposób było wyciągnąć innego wniosku, jak tylko taki, że Bóg istnieje naprawdę.

    W tej chwili zmierzam do Boga drogą mistyki mając nadzieję, że w czasie próby wytrwam w „wierze”. Puki co, w dalszym ciągu, poprawiam swoje życie i siebie samego dążąc do świętej doskonałości, szczególnie uważając na to, aby nie pojawiła się we mnie pycha, wręcz przeciwnie, staram się odnajdywać w sobie pokorę i miłość, choć jest to dla mnie zbyt łatwe. Trudno mi teraz oczekiwać od Boga kolejnych łask, ponieważ wiem dobrze, że otrzymałem do tej pory bardzo, bardzo dużo, ale z drugiej strony święty Jan od Krzyża pisze, że „tyle od Boga otrzymujemy, ile się od niego spodziewamy”. Tym przesłaniem chciałbym zakończyć swoje świadectwo, zwracając uwagę na fakt, że aby dobrze wykorzystać tę sugestię potrzebna jest świadoma wiara, oraz wiedza duchowa, która pomoże nam przygotować odpowiednie podłoże do otrzymywania przyszłych łask. Szczęść Boże!


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



piątek, 12 września 2014

Świadectwo wiary cz 2

   Podczas tego okresu zatraciłem Boga i swoją „wiarę” całkowicie. Nie było we mnie niczego co boskie. Moim atutem jednak zawsze był podwyższony poziom inteligencji, jako jeden z nielicznych dobrych darów otrzymanych w genach od rodziców, w tym przypadku od taty, w którego rodzinie wszyscy mężczyźni są tą właściwością obdarzeni. To pozwoliło mi zmienić swoje życie. Nie mogę powiedzieć, że upadłem na dno, z którego się odbiłem. Nie odczuwam tego tak, choć zapewne od strony duchowej było to sięgnięcie prawie dna.

    Zaczęło się od tego, że nosząc przy sobie nóż, spodziewany atak ze strony „złych” ludzi nie następował. W końcu uznałem irracjonalność takiego zachowania. Przecież na co dzień ludzie nie atakują się nawzajem w biały dzień. Co innego wieczorem jak są napici. Czasem ktoś może nas zaczepić. Drugim czynnikiem, po tych kilku latach zła w moim życiu, było zmęczenie tym wszystkim. Był to najwyższy czas, aby w końcu zrobić coś ze swoim życiem.

    Po apogeum tego okresu zacząłem zastanawiać się co mogę zrobić, aby poprawić swoje życie. Szybko okazało się, że w dużej mierze także i siebie muszę zmienić. Na moje szczęście fascynacja wiedzą ciągle trwała i poszerzała się o kolejne tematy i działy nauki. Często też w ciężkich chwilach zamiast upić się jak „każdy normalny człowiek” rzucałem się w odmęty nowej, trudnej wiedzy, jak chociażby teoria względności, czy chromodynamika kwantowa, aby tylko nie myśleć o tym złu, które doświadczałem. Bez problemu więc znalazłem sposoby i metody na realizację swoich celów. W tym czasie nie myślałem jednak o Bogu. Zależało mi przede wszystkim na poprawie swojego życia. Zauważyłem jednak, że te „ataki zła” nie tylko, że nie zmniejszyły się, ale wręcz nasiliły. Szatan czuł, że wymykam mu się z rąk. Z uwagi na moje poprzednie doświadczenia, było to dla mnie bardzo niepokojące.

    Pierwsze myśli o Bogu pojawiły się jakieś pięć, sześć miesięcy od rozpoczęcia naprawy swojego życia. Przeciwnie jednak niż można by tego oczekiwać nie spotkaliśmy się. Rozważając bowiem swój rozwój osobisty i duchowy, oraz wyznaczając nowe cele na najbliższy czas zastanawiałem się także nad swoją religijnością, gdyż nauki przekazywane w Piśmie Świętym na temat tego jak żyć są korzystne dla człowieka, choćby i niewierzącego. Nie gardziłem więc tą wiedzą zebraną przez poprzednie pokolenia, chociażby w moich ulubionych Mądrościach Syracha.

    Jeżeli chodzi o samego Boga uznałem, że jestem duchowo tak brudny, że nie śmiem nawet w myślach zwracać się do Niego. Tak sobie umyśliłem, że na razie będę pracować nad swoim rozwojem osobistym i poprawą swojego życia, a jak wystarczająco oczyszczę się z tego brudu, to może Bóg sam zauważy mój blask pośród szlamu tego świata i pociągnie mnie ku sobie.

    Rzeczywiście, po jakimś dłuższym czasie znalazłem w sobie światło, aby odmawiać wieczorem „Ojcze nasz”, potem zacząłem odmawiać także i rano, aż w końcu zacząłem zwracać się w modlitwach do Pana Boga prosząc o pomoc, po pierwsze, aby pomógł mi w moich dalszych zamierzeniach zmiany życia, a po drugie, aby chronił mnie przed złem, bo nadal wszystko się jeszcze mogło wydarzyć.

    Ataki zła w postaci wielorakich złych zdarzeń w jednym czasie nie ustawały. Czasami były dla mnie bardzo powalające. Podczas właśnie ostatniego takiego zmasowanego ataku, kiedy myślałem już, że zło zwycięży, że mnie pokona, postanowiłem w akcie ostatniej nadziei zwrócić się do Boga o pomoc. Najpierw przedstawiłem swoją prośbę o pomoc, potem złożyłem deklarację wiary, że chcę należeć do Boga, być po stronie Światłości i nic tego nie jest w stanie zmienić, a następnie odmówiłem z głębi serca modlitwę „Ojcze nasz”. Ponieważ czułem, że to jest jakby niewystarczające, więc zaraz powtórzyłem całą procedurę jeszcze raz.

    Nie upłynęło kilkanaście sekund, gdy duchowo poznałem, że w miejscu, gdzie - według wierzeń dalekowschodnich - mieści się siedlisko energii życiowej Ki (kilka centymetrów poniżej pępka) został mi umieszczony mały lampion ze światełkiem. Nie czułem przy tym jakiś szczególnych rzeczy, poza tym przekonaniem, że prośba ma została przyjęta. Rzeczywiście, w ciągu kilku dni wszelkie złe sprawy w moim życiu ustąpiły i już więcej tych zmasowanych i jawnych ataków zła nie miałem. Od tamtej pory minęło cztery lata, a ja, choć czasem potykam się w drodze do Boga, to jednak cały czas rozwijam swoją duchowość i „wiarę” wiedząc, że otrzymałem od Boga więcej niż na to zasłużyłem.




    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.

środa, 10 września 2014

Świadectwo wiary cz1

Pochodzę z rodziny, w której korzystanie z pomocy Pana Boga nie jest czymś niezwykłym. Jest to naturalne zachowanie w trudnych chwilach. Szczególną taką umiejętność posiada moja mama, która często korzysta z tej formy pomocy w pracach codziennych. Ja staram się nie fatygować Boga do takich błahych spraw. Kiedy nie udaje się coś mojej mamie, a straci już cierpliwość, wtedy prosi Pana Boga o pomoc, czego sam byłem wielokrotnie świadkiem.

Jeden z takich przypadków pamiętam jeszcze z dzieciństwa, kiedy drzwi do naszej piwnicy chroniła felerna kłódka, którą otwierać to skaranie boskie. Klucz dawał się przekręcić tylko w jemu znanym ustawieniu i zawsze trzeba było się wiele nakręcić, aby trafić w ten punkt. Po kilku więc minutach prób i nerwów zniecierpliwiona mama prosi w końcu Boga o pomoc i klucz za pierwszym razem daje się przekręcić.

    Zdarzenie może samo w sobie mało niezwykłe i zawsze można je wytłumaczyć na inne sposoby, jednak takich „zbiegów okoliczności” moja mama ma bardzo dużo. Co ciekawe, za każdym razem otrzymuje pomoc natychmiast, a nie po chwili, więc te „zbiegi okoliczności” są bardzo konkretne. Ten typ zachowania mama przekazuje teraz swoim wnuczkom. Jedna z nich dwa razy już donosiła, iż rzeczywiście, kiedy poprosiła Pana Boga o pomoc, pomógł jej. Taka może rodzina..., bo jak dotąd nie słyszałem od innych ludzi, aby mieli coś takiego, choć nie wykluczam.

    Tyle na temat mojej rodziny, niezbyt zresztą -o dziwo- pobożnej. Moje świadectwo -jak całe moje życie i ja- jest bardzo poplątane. Nie brakuje w nim wzlotów i upadków. Najpierw była nauka, fascynacja wiedzą, oraz, nieco później, nieświadoma jeszcze, ale mocno zaangażowana wiara w Boga.

    Tak było gdzieś do połowy szkoły podstawowej. Potem, w okresie dojrzewania, troszeczkę może po rozmowach ze Świadkami Jehowy była całkowita negacja nie tylko nauki Kościoła katolickiego, ale także Pisma Świętego, w którym nie brakuje sprzeczności i trudnych interpretacyjnie miejsc, a co za tym idzie odwrócenie się od Boga i zostanie młodym ateistą. To pewnie z tego okresu pochodzi moja, prawie że obsesyjna skłonność do sięgania i posługiwania się materiałami źródłowymi i nie poleganiu tylko na tym co ktoś (człowiek, ksiądz) mówi.

    Taki stan ateizacji mojego życia trwał kilka lat. Stałem się pod wpływem otoczenia prawie zwykłym, współczesnym Polakiem, dla którego kombinacje i drobne złodziejstwo (wynoszenie z pracy) to coś normalnego. Piszę „prawie”, ponieważ jakoś nigdy alkohol nie podchodził mi, chociaż pochodzę z rodziny, w której wielu miało, lub ma z nim problem.

    Jakoś po szkole średniej, nie pamiętam jak to się stało, bynajmniej zacząłem na powrót myśleć o Bogu. Być może moja natura, która jednak jest inna od tego tzw. „normalnego” człowieka wywoływała dyskomfort psychiczny, że to nie jest to, że źle się czuję w takim środowisku. Stąd zapewne poszukiwanie innego stylu życia i zwrócenie się na powrót w stronę Boga. Bardzo szybko osiągnąłem moją nadal mało świadomą jeszcze wiarę, jednak tym razem zacząłem odczuwać bliskość z Bogiem i moc płynącą z tej bliskości. To było wspaniałe uczucie.

    Niestety, po krótkim czasie -z braku świadomej wiary i wiedzy- popadłem w pychę. Myślałem, że skoro odczuwam taką bliskość z Bogiem i jestem przepełniony tą Mocą, to nic mi już złego nie grozi. W końcu jest ze mną sam Bóg. Zacząłem więc pysznić się przed szatanem, że teraz nic mi już nie może zrobić, że może mi „naskoczyć” mówiąc po młodzieżowemu. Wtedy nie wiedziałem, że nic tak nie razi Boga jak pycha człowieka. Na reakcję nie czekałem długo. Po kilku tygodniach rozpoczął się najciemniejszy okres w moim życiu, który trwał około sześciu, siedmiu lat.

    Zaraz zostałem pozbawiony bliskości z Bogiem, a do dzieła zabrał się szatan. Nie wdając się w szczegóły, mówiąc ogólnie, bardzo wiele złego wydarzyło się w moim życiu i często doznawałem zła od ludzi lub sytuacji w sposób seryjny, jedno po drugim. Nazwałem te okresy „atakami zła”.

    W tym czasie jedynymi uczuciami jakie posiadałem były złość, agresja i nienawiść, zwłaszcza do ludzi, od których od dzieciństwa doznawałem wiele złego. Często wręcz brzydziłem się ludźmi i na samą myśl o nich robiło mi się niedobrze. Przez kilka lat nie chodziłem nawet na cmentarz na Wszystkich Świętych, bo tak to odczuwałem, że gdybym zobaczył naraz tyle ludzi to chyba bym zwymiotował. Myśląc tak bardzo źle o ludziach nosiłem przy sobie nóż, albo gaz, albo jedno i drugie, aby móc -w razie czego- obronić się przed nimi.

    Pojawiły się też myśli „mordercze”. Z tej nienawiści do ludzi byłem nastawiony zabić każdego, kto by mnie zaatakował, a -w apogeum tego okresu- nawet każdego, kto by mnie nieprzyjemnie zaczepił. Tylko Bóg wie jak niewiele czasami brakowało... Ci, którzy przechodzili obok, lub szli za mną nie wiedzą nawet na jakiej cienkiej krawędzi balansowali. Było kilka przypadków, że dosłownie brakowała już tylko mała odrobinka...



Polecane e-booki:


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.

Polecane e-booki:

e-booki   e-booki   e-booki   e-booki