Polecane e-booki:

Polecane książki (Kliknij w okładkę, aby przeczytać opis):

darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki    darmowe e-booki         

środa, 8 października 2014

Jak radzić sobie ze stresem podczas wystąpień publicznych

Sam nieraz występowałem publicznie i stres zawsze jest. Na pewno dobre przygotowanie przyda się, lecz nie ono jest tutaj problemem. Problem tkwi w blokadzie psychicznej. Przed wystąpieniem musimy się niejako odciąć od rzeczywistości, od własnych myśli i psychiki. Skupmy się na zadaniu: mamy wyjść na środek i przekazać to, co mamy do przekazania. Nie myślmy o niczym innym.

     Przetłumaczmy sobie, że nie ma się czego bać, że wychodząc na scenę, lub na mównicę, urastamy w oczach słuchaczy do rangi kogoś ważnego, do eksperta. Jest to normalne zjawisko psychologiczne. Przecież byle kogo nie wpuszczają na mównicę. Zagrajmy tę rolę, niech da nam ona satysfakcję, że jako ktoś ważny zwracamy się do zebranych z czymś ważnym.

     W zaciszu domowym, przed wystąpieniem, możemy sobie potrenować, chociażby czytanie, abyśmy przed zebranym audytorium czytali z kartki płynnie, bez dukania. Oczywiście nie tylko praktyka pomoże. Jak wypowiadają się znani aktorzy, czy piosenkarze, i oni odczuwają często tremę przed występem. Jest to normalne zjawisko.

     Jak zacząć opanowywać tremę? Najlepiej w grupie osób nam życzliwych, co do których wiemy, że będą dla nas wyrozumiali. Można zacząć od małej grupy, kilkuosobowej, i sukcesywnie powiększać grono osób przed którym musimy wystąpić. Można spróbować zapisać się do jakiegoś kółka zainteresowań funkcjonującego przy Domu Kultury (najlepiej koło poetyckie, bo oni często organizują wieczorki poetyckie, na których w małym gronie można wystąpić, lub - zazwyczaj - prezentują przed grupą swoją twórczość). Takie kółka zainteresowań są dobrym miejscem na nabywanie ogłady towarzyskiej i pewności siebie.

     Poza ćwiczeniami praktycznymi, pomocne także będą odpowiednio ułożone afirmacje, które będziemy słuchać lub wypowiadać. Taki rodzaj ćwiczeń jest tylko przygotowaniem, gdyż wymagają one oczywiście konfrontacji na "polu boju".

     Pomocny będzie także bardziej ogólny rozwój osobisty i duchowy. Strach przed wystąpieniami publicznymi może brać się m.in. z niskiej samooceny lub braku otwartości na innych ludzi. Trudno tu mówić o konkretnych technikach, jest ich bardzo wiele, wszystko zależy od konkretnego przypadku. Jedno jest pewne: Kiedy człowiek zrobi porządek ze sobą, zmianie ulegną także jego relacje z innymi ludźmi, w tym też nastawienie do publicznych wystąpień. Może, zamiast szukać sposobu na uporanie się z jednym problemem, warto zastanowić się, czy nie lepiej byłoby popracować nad sobą w szerszym aspekcie. Z pewnością byłoby to bardziej korzystne, gdyż za jednym zamachem udałoby się rozwiązać wiele innych problemów.

     Pamiętam, jak ja zmagałem się swego czasu z wieloma poważnymi problemami osobowościowymi i wiedziałem, że są one bardzo duże i trudno mi będzie uporać się z nimi. Pomimo moich prób trwały niewzruszenie lub szybko powracały. Czas jednak mijał, a ja skupiłem się na rozwoju duchowym, aby nie tracić czasu. Ku mojemu zaskoczeniu, po pewnym czasie, te, zdawałoby się wielkie problemy, same ode mnie odpadły. Nawet nie wiem kiedy. Któregoś dnia po prostu skonstatowałem, że już ich nie ma.

     Czasem lepiej pójść pozornie dłuższą drogą, niż tkwić na mieliźnie próbując przemóc tylko ten jeden problem. W perspektywie czasowej, jaką jest nasze życie, lepiej wyjdziemy rozwijając się bardziej wszechstronniej.

Polecane e-booki:


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



wtorek, 7 października 2014

Brak rozwoju duchowego w dzisiejszych czasach

Ludzie odsunęli się całkowicie od tego, co jest duchowe. W dzisiejszych czasach rządzi tylko pieniądz, kariera, sława..., brakuje każdemu czasu na cokolwiek poza tym. Ludzie, którzy mówią o samodoskonaleniu się, o rozwoju, postrzegani są jak osoby z innej planety i często są wyśmiewane.

     Z pokolenia na pokolenie duchowość w tzw. normalnych ludziach spada. Przyczyn jest oczywiście wiele, jak na przykład przytłoczenie życiem codziennym, ciężką lub długą (ponad 12 godzin dziennie) pracą, brakiem jakiejkolwiek aktywności umysłu i mentalności, czy chociażby duchowym lenistwem i konformizmem.

     Rozwój duchowy, czy chociażby nawet osobisty, wymaga aktywności, działania i często zapierania się siebie (lenistwo, egoizm, egocentryzm itp). O wiele lepiej przecież rozłożyć się z piwem przy telewizorze (chociażby po ciężkiej pracy), niż męczyć się ze zmianą siebie i swojego życia.

     Poza tym wielu ludziom nie przyjdzie nawet do głowy, że można cokolwiek zmienić w sobie. Uważają, że tacy po prostu są i trudno: trzeba ich kochać takimi, jacy są. To oczywiście błąd, ponieważ człowiek powinien rozwijać się i doskonalić przez całe życie. Tego wymaga chociażby nasza chrześcijańska wiara. Można tu zacytować jedno z jej przesłań: Poznajcie Prawdę (w tym przypadku prawdę o sobie), a Prawda was wyzwoli. Jeżeli ktoś nie zastanawia się nad sobą, nad swoim życiem, to nie będzie też widział potrzeby doskonalenia się. Samoświadomość to podstawa, a wielu ludzi żyje tak, jakby byli bezrozumnymi robakami.

     Przykre to, ale co zrobić... Nie sposób ich zmienić, uświadomić im ich nicość, bo w ogóle nie rozumieją o co nam chodzi, jakby byli z zupełnie innej planety. Sam jestem w swoim otoczeniu nazywany dziwakiem dlatego, że nie jestem taki, jak oni. Nie zrażam się tym, ponieważ widzę, że moje działania przynoszą efekty i żyję sobie spokojnie, w przeciwieństwie do nich. Oni jednak nie pojmują, że ich problemy biorą się z tego, że nie zajmują się swoim życiem. Jak to się mówi: Każdy jest kowalem swojego losu...

     Dużym problemem jest zawsze lenistwo duchowe, które -nie wiedzieć czemu- Kościół katolicki nie zwalcza u wiernych. Wiedza ta oczywiście jest w nauce Kościoła dostępna, ale skoro wierny nie interesuje się swoją wiarą, więc i nic nie będzie w sobie zmieniał, bo uważa, że nic złego dla swojej duchowości nie robi.

     Rozwój duchowy jest dla wszystkich, ale, ponieważ trzeba zwalczyć właśnie owe lenistwo duchowe i mocno zaangażować się, wyjść mentalnością poza życie przyziemne, więc i chętnych na to jest niewielu. Nie bez powodu dawny mistrz czy guru brał sobie tylko jednego ucznia, względnie tylko kilku.

Polecane e-booki:

    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



poniedziałek, 6 października 2014

Czy rozwój duchowy jest bezpieczny

Czy rozwój duchowy (dalekowschodni) jest bezpieczny?


     Praktykowanie filozofii Dalekiego Wschodu, czyli medytację, wprowadzanie się w odmienne stany świadomości, itp. według Kościoła katolickiego, może być niebezpieczne i może kusić szatana.

     Nauki duchowe Dalekiego Wschodu są bardzo przydatne, lecz należy uważać, aby nie wkroczyć na teren religii lub filozofii, bo będzie to dla nas szkodliwe. Najważniejszy jest Pan Bóg i nigdy nie powinniśmy stracić Go z oczu.

    Kościół katolicki zabrania zajmować się filozofią Wschodu, ponieważ wiele ludzi dochodzi do wniosku, że skoro rozwijają się duchowo, to znaczy, że Bóg nie jest im do niczego potrzebny, co jest oczywiście błędnym podejściem. Tutaj właśnie wynika owe niebezpieczeństwo, które dostrzega Kościół, że człowiek ufając w swoje możliwości oddala się od Pana Boga.

    Nigdy nie traćmy z oczu Pana Boga. Zawsze powinien być naszym jedynym celem, do jakiego zmierzamy. Ponadto duchowość chrześcijańska jest wystarczająco dobrą drogą, aby nie trzeba było szukać innej duchowości.

     Wiara katolicka nie stoi w sprzeczności z rozwojem duchowym, wręcz przeciwnie: wymaga rozwiniętej duchowości, bo tylko poprzez nią można uzyskać żywą wiarę. Problem jest tylko w doborze technik. Jeżeli Kościół zakazuje niektórych technik, czy filozofii, to widocznie widzi w tym zagrożenie, chociaż my możemy tego nie rozumieć lub nie dostrzegać.

     Kościół katolicki zabrania stosowania praktyk dalekowschodnich nie na podstawie swego widzi-mi-się, lecz na podstawie doświadczeń z uwalnianiem ludzi od demonów. Skoro wychodzi z nich, że dane działanie jest szkodliwe dla człowieka, to wtedy pojawia się zakaz w celu ochrony innych.

     Jeżeli chodzi na przykład o medytację, istnieje przecież także medytacja chrześcijańska, więc nie ma problemu. Ja zajmowałem się w swoim życiu i rozwojem osobistym i duchowym (świeckim). Teraz wchłonęła mnie duchowość chrześcijańska. Jako wieloletni praktyk odpowiem z własnego doświadczenia. Otóż, duchowość chrześcijańska, daje wystarczające narzędzia i - później - doznania, aby nie trzeba było szukać w innych kulturach. Bliskość z Panem Bogiem jaką poprzez to uzyskałem sprawia, że niczego innego już nie chcę. Dlatego też w sposób naturalny wyparła ona wszystkie inne techniki jakie do tej pory stosowałem.

     Pan Bóg jest czymś najlepszym co może nas w życiu ziemskim spotkać i jest On dostępny dla każdego z nas. Warunek jest jednak oczywisty: otwarcie się na Boga i rozwijanie swojej duchowości na podstawie Pisma Świętego i pism świętych.

    Nie dajmy się zwieść nikomu, kto będzie chciał odsunąć nas od Pana Boga. Pozostańmy przy Nim i zapragnijmy zbliżać się do Niego coraz bardziej. Poprośmy Go o kierownictwo, a nasze życie nabierze kolorów, jakich trudno szukać w ziemskim świecie.

     Wracając teraz do filozofii dalekowschodniej, to wszelkie otwieranie swej jaźni, jeżeli nie jest ona umocowana w rozwiniętej duchowości, stwarza dla nas zagrożenie, ponieważ jest jak otwarte drzwi naszego domu dla złodzieja.

     Jeżeli chodzi o same praktyki, takie, jak medytacja czy pozytywne myślenie, które także budzi sprzeciw Kościoła, to myślę, że skoro znajdujemy się w życiowym bagnie, to każde działanie zmierzające do poprawy swojego życia jest wskazane. W późniejszym jednak czasie, kiedy odzyskamy "moc", powinniśmy już skupić się na bardziej bezpiecznych technikach, najlepiej na samym Panu Bogu.

     Jako że jestem wieloletnim praktykiem, więc i ja miałem na początku swej drogi kontakt z medytacją i innymi "zakazanymi" praktykami. Byłem jednak w takim życiowym bagnie, że nie musiałem obawiać się szatana. Moje życie i tak zmierzało ku przepaści.

     Dobrze wspominam ten czas, bo wiele mi one wtedy pomogły. Pomogły przede wszystkim podnieść się i powrócić do Boga, który zaczął mnie potem prowadzić. W sposób zupełnie naturalny po niecałym roku skupiłem się tylko na Nim, czego nie żałuję, wręcz przeciwnie: rozwój duchowy jakim poszedłem okazał się być czymś wspaniałym.

     Poprzez swoje doświadczenia z Bogiem, wszystkim zawsze zalecam zwrócenie się do Niego, bo jest On czymś najlepszym co może nas w tym ziemskim życiu spotkać. Po co eksperymentować ze swoją jaźnią, czy innymi "tajemnymi" mocami skoro, niejako pod ręką, mamy Pana Boga, który tylko czeka na nasze przyzwolenie, aby mógł nas zacząć obsypywać łaskami. Czasami robi to sam, ale przeważnie czeka na nasze zaproszenie, kiedy świadomie zwrócimy się do niego słowami: "Oto jestem. Chcę abyś był dla mnie ważny".

     Pozostaje jeszcze kwestia wolnej woli człowieka, bo nie wszyscy dobrze tę kwestię rozumieją w odniesieniu do Pana Boga i poddaniu się Jego woli czy prowadzeniu. Otóż, Bóg zachowuje się tak, jak rodzice w stosunku do swojego dziecka, kiedy mówią mu co ma robić, chociaż dziecku wydaje się, że wie lepiej.

     Człowiek ma wolną wolę i może źle rozporządzać swoim życiem, jeżeli ma taką ochotę. Będzie musiał jednak potem zdać z tego sprawę. Jeżeli mówi się, że Pan Bóg prowadzi, to należy to rozumieć jako miłosne i dobrowolne oddanie się człowieka pod Jego kierownictwo, kiedy ten uważa, że tak będzie lepiej dla jego życia.

     Podobnie przecież dzieci w starszym wieku, kiedy zaczynają już logicznie myśleć, oddają się pod kierownictwo rodziców, wiedząc, że ci mają większą wiedzę i doświadczenie od nich i lepiej im poradzą niż gdyby sami musieli podejmować trudne decyzje życiowe.

Polecane e-booki:


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.

piątek, 3 października 2014

Jak znaleźć odpowiedniego przewodnika duchowego

Osobisty doradca, przewodnik duchowy, guru czy jakkolwiek inaczej byśmy go nie nazwali, to świetne rozwiązanie, które daje w naszym rozwoju duchowym czy osobistym duże przyśpieszenie. Trzeba jednak uważać, ponieważ wielu jest naciągaczy i ludzi niekompetentnych, takich, którzy co nieco poznali i myślą, że są już najmądrzejsi na świecie. Tacy mogą przynieść nam więcej szkody niż pożytku.

     Trudno takich ludzi z początku rozpoznać, ale jak to się mówi: "Po owocach ich poznacie". Trzeba ufać, ale i kontrolować; badać samego siebie, czy nasz rozwój zmierza we właściwą stronę. Jeżeli pojawia się sprzeciw tzw. moralności, jest to sygnał ostrzegawczy, że coś jest nie tak. Rozwój osobisty i duchowy otwiera nas na ludzi. Jeżeli mamy rozwijać się kosztem drugiego człowieka, jest to dla nas sygnał, że zmierzamy w niewłaściwą stronę.

     Często powstaje w nas pytanie: skąd mam wiedzieć, czy dana osoba jest akurat odpowiednia dla mnie, czy nie zdradzi moich tajemnic lub słabości innym, zwłaszcza moim najbliższym czy znajomym?

     Znalezienie odpowiedniej osoby (do czegokolwiek) to odwieczny problem ludzkości. Nawet ci, którzy są dla nas mili i uśmiechają się do nas, wcale nie muszą nam dobrze życzyć ("I ty Brutusie przeciwko mnie?"- to już samo ciśnie się na usta).

     Jeżeli rozmawiamy z kandydatem na guru i ten opowiada lub zdradza intymne szczegóły innych swoich podopiecznych, to można być pewnym, że i o nas będzie mówił innym.

     Dalej, dobry guru nie obiecuje gruszek na wierzbie i nie mówi, ile to my nie osiągniemy pod jego skrzydłami, wręcz przeciwnie: powie raczej, że czeka nas ciężka praca, a kiedy ją wykonamy, będzie istniało jakieś prawdopodobieństwo, że to nam pomoże. Nie będzie mówił jakie to my góry nie zaczniemy po tym przenosić, ale powie raczej, że to tylko początek, że przez całe życie powinniśmy się doskonalić i pracować nad sobą.

     Należy także zwrócić uwagę na sposób bycia takiej osoby. Jeżeli jest ona zbyt żywiołowa, wesołkowata, zwłaszcza u młodego człowieka, to można sobie taką osobę odpuścić. Rozwój duchowy wprowadza w człowieku stonowanie i miłość, życzliwość dla innych. Bardziej będzie milczący, oczekujący na nasze wyartykułowanie potrzeb, oczekiwań, niż będzie opowiadał godzinami o swoich duchowych osiągnięciach.

     Prawdziwy guru dużo nie mówi, zwłaszcza o sobie. Uważa się tylko za drogowskaz dany danemu człowiekowi przez Boga. Jeżeli człowiek chce skorzystać z jego rady, udzieli jej, nie będzie jednak do niczego namawiał. Pan Bóg często daje nam różnego rodzaju "drogowskazy", jednak to od człowieka zależy, czy z nich skorzysta. W końcu mamy wolną wolę i tylko od nas zależy co zrobimy ze swoim życiem.

     Na koniec, niestety: zawsze będzie to jakaś loteria z wyborem odpowiedniej osoby. Na Dalekim Wschodzie istnieje takie powiedzenie: "Kiedy uczeń jest gotowy, zjawia się mistrz". Jest to podsumowanie ostatniego akapitu. Pan Bóg wychodzi nam zawsze na przeciw i jeżeli jesteśmy na coś gotowi, to znajdujemy taki "drogowskaz" na swojej drodze. Tym drogowskazem może być cokolwiek, nawet zwierzę. To wszystko są narzędzia. Liczy się tylko skutek jaki przynoszą. Sam wspominam mile wiele zwierząt, które w jakiś sposób pomogły mi coś zrozumieć i zmienić się na lepsze.

     Życzę wszystkim łaski bożej i szeroko otwartych oczu, abyście nie minęli drogowskazów przygotowanych dla was. Zdajcie się na Pana Boga, a jeszcze lepiej: Otwórzcie się na Niego i poproście Go o pomoc w zmienianiu swojego życia. Pan Bóg jest naszym naturalnym sprzymierzeńcem, jeżeli chodzi o zmianę siebie i swojego życia. Ja tak zrobiłem i jestem baaardzo zadowolony.

Polecane e-booki:


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.




czwartek, 2 października 2014

Czy rozwój duchowy potrzebuje narkotyków

Czasami zdarza się, że niektórzy początkujący w rozwoju duchowym wyobrażają sobie, że rozwój duchowy musi wiązać się z jakimiś niezwykłymi czynami lub duchowymi doznaniami. Bierze się to zazwyczaj z opowieści o dalekowschodnich joginach, czy ludziach, którzy praktykują różne odmiany pseudoduchowości, nakierowanej właśnie na kontakt z Wyższą Inteligencją.

     W błędzie powyższym idą dalej, nie rozumiejąc, że nic samo, a zwłaszcza szybko nie przychodzi. Stąd też pojawiają się u nich myśli, że może by warto było zainteresować się narkotykami, jak chociażby marihuaną, aby „wspomóc” swoją duchowość i wyzwolić z niej doznania duchowe czy wizje.

     Nie dajcie się zwieść. Organizm człowieka jest tak zrobiony, że do rozwoju duchowego nie potrzebuje żadnych zewnętrznych wspomagaczy; jedynie ciszy, skupienia i pracy nad sobą.

     Każdy "wspomagacz", zwłaszcza środki uzależniające, w dłuższej perspektywie czasowej będzie dla człowieka szkodliwy. Już wielu próbowało dozować sobie narkotyki, myśląc, że uda im się zapanować nad nimi. Właściwości uzależniające tych substancji nigdy jednak na to nie pozwolą. Ponadto, do rozwoju duchowego potrzebny jest trzeźwy i wyciszony umysł. Narkotyczne wizje nie mają nic wspólnego z prawdziwym rozwojem duchowym. Są to tylko doznania, które czasem dają jakieś poznanie, ale z duchowego punktu widzenia będą szkodliwe.

     W prawdziwym rozwoju duchowym chrześcijańskim (bardzo zaawansowanym, czyli w mistyce) doznania powyższe pojawiają się same, bez żadnych wspomagaczy i są wynikiem wcześniejszego, wieloletniego duchowego przygotowania.

     Jeżeli ktoś chce uzyskać podobne doznania za pomocą marihuany, czy innych środków halucynogennych, naraża się na rozstrojenie psychiki, która uniemożliwi mu robienie postępów na drodze rozwoju duchowego.

     Należy pamiętać także o tym, że miarą rozwoju duchowego nie jest ilość doznań, tylko właściwe rozumienie i umiejscowienie siebie w otaczającej rzeczywistości. Jeżeli przez rozwój duchowy rozumie się uzyskiwanie doznań psychodelicznych, to nie ma to nic wspólnego z rozwojem duchowym człowieka.

     Na koniec, jako ktoś kto ma już jakieś doznania mistyczne za sobą, mogę zarekomendować rozwój duchowy powiązany z wiarą. W przeciwieństwie do środków odurzających, które działają dosyć krótko, realna bliskość z Panem Bogiem i łaski jakimi obdarza człowieka dają takiego energetycznego kopa, że ten stan utrzymuje się nawet miesiącami bez kolejnej "dawki". Nie jest to tak łatwa droga, jak zażycie narkotyku, ale gra warta jest świeczki.


Polecane e-booki:

    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.


środa, 1 października 2014

Droga do Pana Boga cz 2

Kiedy dostępujemy bliskości z Bogiem uświadamiamy sobie nagle, jak bardzo jesteśmy jeszcze "brudni", niedoskonali. Zaczynamy więc oczyszczać się z kolejnych elementów naszej natury, które wrastają w nas głębiej. Przychodzi wtedy czas na brak miłości bliźniego, brak miłości do Pana Boga, oraz walka z negatywnymi cechami jak agresja, nienawiść, pycha itd.

    Po niewielkich staraniach radzimy sobie z tym, jednak nie mamy już z tego satysfakcji. Jedynym pozytywnym uczuciem jakie w tym okresie mamy, to uczucie bliskości z Bogiem. Im dłużej w Nim trwamy, tym bardziej jesteśmy zdruzgotani swoją ułomnością. Wiemy, że nie jesteśmy godni, że nie zasługujemy na to i że nigdy nie zdołamy się Panu Bogu wywdzięczyć. To posuwa nas do większego zaangażowania i jeszcze większego oczyszczania. Przychodzi więc czas na kolejne elementy naszej natury, oraz na zaliczenie pierwszych egzaminów z duchowości. Pan Bóg, poprzez różne niekorzystne dla nas zdarzenia, pokazuje nam, nad czym musimy jeszcze popracować. Jest to swoistego rodzaju egzamin z wiary. Prawdziwa wiara łączy się z uczynkami, jak mówi św. Jakub, czy św. Paweł. Cóż nam po miłości do Pana Boga, skoro w kryzysowej sytuacji nie zachowujemy się tak, jak oczekuje tego od nas Bóg.

    Po zaliczeniu egzaminów pojawiają się pierwsze duchowe słodkości, którymi nas Pan Bóg obdarza. Jak łatwo się domyślić, one jeszcze bardziej zapalają człowieka do uświęcenia swojego życia. Niestety, wszystko co było łatwe do zrobienia, zostało już zrobione. Dopiero teraz zaczyna się prawdziwa walka ze sobą, ze swoimi słabościami, niedoskonałościami i małą wiarą. Na tym etapie człowiek oddaje się już pod kierownictwo Boga i tutaj też pojawiają się problemy z ufnością. Do tej pory nauczyliśmy się żyć pod kloszem Boga, nie nękani przez nikogo. Kiedy pojawiają się próby i egzaminy, czasami można się wystraszyć lub zwątpić. Pan Bóg oczekuje od nas bezwarunkowej ufności. Cóż warta jest miłość bez ufności... Warto się nad tym zastanowić. Polskiej mistyczce, Zofii Nosko, Pan Bóg mówi tak: "Choćby się cały świat wokół ciebie walił, nie przestawaj mi ufać".

    Im bardziej będziemy postępować w drodze do Pana Boga, zbliżać się do Niego, tym większe będziemy otrzymywać od Niego łaski i słodkości duchowe, ale paradoksalnie, tym bardziej też będziemy zdruzgotani swoją "niewypłacalnością", o czym przekonamy się w zaliczanych próbach nie raz. Próby te będą coraz poważniejsze i cięższe, włącznie z praktycznym "nastawieniem drugiego policzka", czy znoszeniem prześladowań. Większość ludzi do tego etapu nie dochodzi, jest zbyt trudny. Nie każdy chce zamienić całe swoje życie na Pana Boga. Ci, których Pan Bóg pociągnie ku sobie mają łatwiej, ponieważ razem ze wzrostem trudności, wzrasta także pomoc Pana Boga, ale i wtedy, słaba ludzka natura, nie raz, nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom. To tylko pogłębia niezadowolenie z siebie, ale jednocześnie rzuca nas w ramiona Miłosierdzia Bożego. Nie mogąc wypłacić się Bogu, oddajemy Mu jedyną rzecz jaką realnie mamy, czyli naszą uwagę i miłość. O to też Panu Bogu chodzi, aby człowiek poznał całą swoją nędzę i Jego miłość, że pomimo tego, przyjmuje nas do siebie i obdarza miłością.

    Do tej pory omawialiśmy podstawowy i średnio zaawansowany poziom bliskości z Bogiem, który jest w zasięgu ręki każdego z nas, przy odrobinie dobrej woli. W bardziej zaawansowanych poziomach te trudności są jeszcze większe, dlatego też niewielu decyduje się na nie. Nie będę w związku z tym opisywał specyfiki tych stanów, aby nie zniechęcić pragnących zbliżać się do Pana Boga.

    Dochodzenie do bliskości z Bogiem jest w późniejszym czasie trudnym zadaniem, lecz do tego czasu Pan Bóg obsypuje nas tyloma łaskami i słodkościami, że człowiek ani myśli wycofywać się. Z wielką ochotą wyzbywa się ze wszystkiego, co nie jest Bogiem, bo i też nic na Ziemi nie jest w stanie dorównać temu uczuciu bliskości z Nim. Stąd też to coraz większe zaangażowanie człowieka w doskonalenie się i uświęcenie.


Polecane e-booki:

    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.


piątek, 26 września 2014

Droga do Pana Boga cz 1

Poniższy tekst jest odpowiedzią na zadane mi ostatnio pytanie natury bardziej duchowej niż religijnej.


Zadane pytanie:

    Mówi się, że droga do Pana Boga jest bardzo trudna i wymaga wielu poświęceń. Moje pytanie brzmi: dlaczego, skoro Bóg jest miłością i kocha nas takimi, jacy jesteśmy?


Odpowiedź:

    Rzeczywiście, Pan Bóg jest miłością i kocha nas nade wszystko. Jesteśmy Jego usynowionymi dziećmi, których od początku stworzył na Swój obraz i podobieństwo. Pan Bóg kocha nas takimi, jacy jesteśmy podobnie jak my kochamy swoje dzieci. Kochamy je, ale wymagamy od nich dobrego zachowania, nie pozwalamy, aby weszły nam na głowę. Za ich dobre zachowanie wynagradzamy, jesteśmy wobec nich bardziej szczodrzy, a za złe zachowanie karzemy i przestajemy być dla nich tak wyrozumiali, jak w pierwszym przypadku. Nasza miłość do nich nie zmienia się. Nadal są dla nas najważniejsi na świecie.

    Będąc mądrzejszymi, chociażby z racji nabytego doświadczenia życiowego, musimy czasem postąpić wbrew woli dziecka, dla jego dobra. Dziecku może wydawać się, że jesteśmy źli, że nie kochamy je, ponieważ nie pozwalamy mu na wszystko, co chce, czasem karzemy, ale przecież robimy to dla jego dobra. Dostrzegamy to zło, które czyha na dziecko, chociaż ono samo je nie dostrzega. Musi nam po prostu zaufać.

    Powyższy opis relacji rodzic-dziecko możemy teraz w całości zastosować do relacji Bóg-człowiek. Po to właśnie ustanowił dla nas prawa jakimi mamy kierować się w życiu i po to wysłał Swego Syna, aby pokazał, jak w praktyce życie w zgodzie z Bogiem ma wyglądać. Przecież Pan Bóg nie wymaga od nas niczego innego ponad to, co robił Pan Jezus. Wszystkie elementy duchowości, choćby i bardzo zaawansowane były przecież wpierw udziałem Jego. Jeżeli więc cierpimy lub jesteśmy niesłusznie oskarżeni, wiedzmy, że i Pan Jezus tego doświadczał. Robił to dla nas, dla naszego zbawienia. Teraz my mamy Go naśladować, mamy być tak doskonali jak On. Święta Faustyna pisze na ten temat tak: "Ojciec Niebieski o tyle dusze nasze uwielbi i uzna je, o ile będzie w nas widział podobieństwo do Syna Swego".

    To, co Bóg nazywa grzesznością dotyczy prawie zawsze jednego tematu: zmiany swojej zwierzęcej natury (uzyskanej przez grzech pierworodny) w naturę duchową. Mamy się odnowić przed spotkaniem z Bogiem, bo w takim stanie, w jakim jesteśmy, nie jesteśmy godni przebywać w Niebie. Można to wytłumaczyć poprzez analogię: przecież my także nie dopuszczamy dziecka do posiłku prędzej, jak wpierw nie umyje rąk, kiedy wraca brudny z pola.

    Chcąc zbliżać się do Pana Boga musimy być przede wszystkim "grzeczni", czyli żyć zgodnie z dekalogiem. Dziesięć Przykazań są podstawowym wyznacznikiem, jak mamy żyć, ale jest to dobre dla tzw. "bożych owieczek". Ci, którzy chcą bardziej zbliżyć się do Pana Boga muszą zrobić znacznie więcej. Tutaj dopiero pojawiają się schody. Nie tak trudno żyć nie kłamiąc, nie kradnąc itd. O wiele trudniej uduchowić się, walczyć ze swoją naturą, swoim "ja". Jeżeli Pan Jezus mówi, iż mamy zaprzeć się samego siebie, należy to rozumieć dosłownie. Nie tak łatwo jest przecież nastawić drugi policzek lub kochać swoich krzywdzicieli, a to musimy zrobić, chcąc uzyskać bliskość z Bogiem.

    Na samym początku naszej drogi do Boga zadanie jest dosyć łatwe, ponieważ w tym okresie oczyszczamy się z łatwych do usunięcia elementów takich, jak kłamstwo, zazdrość itd. Są to elementy niezbyt mocno osadzone w naszym "ja", stąd też łatwo je usunąć. Cały proces przebiega sprawnie i daje dużo satysfakcji, zwłaszcza kiedy Pan Bóg wspiera nas w tym poprzez realną pomoc.

                                   Ciąg dalszy artykułu -->>


Polecane e-booki:


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



środa, 24 września 2014

Analiza swojego życia cz 12

Zmień swoje życie - cd

4. Profilaktyka


    Kończąc streszczać nasz plan działania zwrócimy uwagę jeszcze na ostatnią bardzo ważną kwestię: Nic nam w życiu nie jest dane raz na zawsze. Nawet jeżeli uda się nam zmienić swoje życie, nie oznacza to, że tak już będzie zawsze. Jeżeli nie będziemy poświęcać odpowiednio dużej uwagi temu, to może zdarzyć się tak, że po jakimś czasie problemy powrócą.

    Nauczeni dotychczasowymi doświadczeniami musimy więc mieć się na baczności, aby nasze postępowanie nie zamieniło życia z powrotem w bagno. Wyobraźcie sobie działkowca, który doprowadził do ładu bardzo zaniedbaną i zarośniętą działkę. Poświęcił temu wiele swojej energii i czasu, ale dzięki temu jego działka wygląda jak rajski ogród. Jeżeli uzna on, że już nic więcej nie musi robić, to po pewnym czasie działka znowu zarośnie. Nie od razu. Najpierw pojawią się małe chwasty, szkodniki, chaszcze dopiero będą wzrastać. Nic nie będzie niepokoić działkowca. W którymś momencie spada deszcz, a następnie w ciągu kilku bardzo gorących i słonecznych dni chaszcze wyrastają nagle jak spod ziemi. Wtedy dopiero przerażony działkowiec ocknie się, kiedy jego życie (działka) na powrót zarosła chaszczami.

    Nigdy nie możemy spocząć na laurach. Cały czas musimy kontrolować siebie i analizować swoje życie, a wszelkie jego chwasty wyrywać z korzeniami puki są jeszcze małe. Bezmyślne życie zawsze będzie dla nas ze szkodą, dlatego ważne jest, aby przynajmniej co jakiś czas poświęcić mu trochę uwagi i wykonać jego przegląd. Skoro wykonujemy przeglądy techniczne swoich samochodów, aby mieć pewność, że nie będą zagrożeniem dla naszego zdrowia i życia, o ile bardziej więc powinniśmy mieć kontrolę nad swoim życiem. Nie jest przecież tajemnicą, że jeżeli coś pozostawimy samemu sobie, to zawsze będzie to zmierzało w stronę destabilizacji i chaosu. Nadzór i kontrola jest więc konieczna. Od tego więc zacznijmy. Stańmy się dla swojego życia dobrym gospodarzem. Zajmijmy się nim nie tylko w kryzysowych sytuacjach, ale także na co dzień, próbując do tych kryzysowych sytuacji nie dopuścić. 


Polecane e-booki:



    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



poniedziałek, 22 września 2014

Analiza swojego życia cz 11

Zmień swoje życie - cd

    Trzecią i ostatnią pigułką, która pomaga na wiele problemów naraz jest uczucie miłości. Nie mówimy tutaj o miłości zmysłowej między mężczyzną a kobietą. Mówimy o miłości transcendentalnej, bezosobowej, miłości do wszystkich istot, także - co bardzo ważne - do samego siebie, miłości do świata, do wszystkiego co nas otacza.

    Jest to trudna sztuka, zwłaszcza gdy wręcz topimy się w tym bagnie zła naszego życia. Znalezienie w sobie w takim stanie jakiegokolwiek pozytywnego uczucia graniczy z cudem. Przenika nas bowiem złość nienawiść, zniechęcenie, rozpacz, frustracja... Jak w tym bagnie znaleźć coś pozytywnego? Czy warto tak się męczyć i wyzwalać w sobie miłość? Co nam ona da, skoro świat nie zasługuje na miłość. Są to typowe myśli na początkowym etapie zmiany swojego życia. Ponieważ w takim stanie postrzeganie rzeczywistości jest zniekształcone, nie myślimy zbyt jasno, więc także i te opinie są niewłaściwe.

    Warto dbać o rozwijanie w sobie miłości, bo tylko ona daje trwałe poczucie szczęścia. Złość i nienawiść tylko nas pobudzają, demobilizują spokój, wprowadzając niekorzystne napięcie. Będąc opanowanym przez nienawiść i inne negatywne uczucia, nie sposób znaleźć w sobie miłości. Jest to niemożliwe. Mało tego, uważamy ją za wroga, za coś przereklamowanego, coś czego nie potrzebujemy, wręcz nie chcemy. W ten sposób negatywne uczucia zakorzeniają się w nas coraz mocniej. Skoro nie możemy znaleźć w sobie miłości, musimy posłużyć się fortelem. Będziemy do tego potrzebowali naszego umysłu i świadomości, oraz prawdy starej jak świat, że miłość i nienawiść odpychają się tak, jak magnesy. Tam, gdzie jest nienawiść, tam nie może być miłości, bo nienawiść wypiera ją całkowicie.



    Aby miłość mogła pojawić się w nas wystarczy więc „wyłączyć” nienawiść. Jak tylko zrobi się wolne miejsce, po odpowiednim nakierowaniu pojawi się miłość. Najpierw pojawią się małe zalążki, ale po pewnym czasie i pielęgnacji będzie tej miłości coraz więcej. Spokój i zrównoważenie emocjonalne jakie nam przyniesie będzie jak ciepły powiew wiatru, który pocznie roztapiać nasze zlodowaciałe wnętrze. Nie musimy wiele robić. Wystarczy jak pozwolimy miłości powiewać nad naszym życiem. Delektując się jej smakiem, w którymś momencie zauważymy, że zmieniliśmy się samoistnie. Nasze postrzeganie rzeczywistości nie jest już takie negatywne, a my sami jesteśmy bardziej otwarci na innych, na świat, na życie...

    Proces zmiany życia za pomocą samej miłości jest bardzo długi, lepiej więc przyśpieszyć go włączając do naszej terapii dodatkowe metody i sposoby leczenia. Poza wspomnianymi wyżej metodami o szerokim spektrum działania wykorzystywać będziemy także mniejsze metody, przystosowane do konkretnych przypadków. Jest ich wiele. Korzystając ze swojej dość szerokiej wiedzy, korzystałem z metod praktykowanych w różnych gałęziach nauki współczesnej, przez różne dawne kultury, a także tworzyłem własne metody tworząc je w sposób intuicyjny. Będziemy więc wykorzystywać metody stosowane w psychoterapii, psychoanalizie, psychologii, psychiatrii, rozwoju duchowego, rozwoju mentalnego, medycynie naturalnej, a nawet w okultyzmie. Nie będziemy jednak wykorzystywać jakiś magicznych zaklęć, broń Boże. Wykorzystamy tylko wiedzę teoretyczną, aby lepiej móc zrozumieć niektóre kwestie ważne z punktu widzenia rozwoju osobistego.




    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.

wtorek, 16 września 2014

Świadectwo wiary cz 3

    Jeżeli chodzi o te światełko, z początku myślałem, że ma to być dla mnie taki papierek lakmusowy, który będzie wskazywał poziom mojego rozwoju duchowego. Wyobrażałem sobie, że to małe światełko będzie w miarę moich duchowych postępów jaśniało coraz bardziej, że zacznie rozświetlać mnie od środka, a potem wyleje się na zewnątrz i cały będę emanował takim pozytywnym, niewidzialnym, boskim światłem. Niestety następnego dnia światełko zaczęło zanikać, by w kolejnym dniu zniknąć zupełnie. Zacząłem więc interpretować sobie, że był to może rodzaj zesłania Ducha Świętego. W tej chwili myślę jednak, że był to chyba po prostu znak, taki stempel potwierdzający przyjęcie mojej prośby. Zresztą nie wnikam w to. Liczy się dla mnie tylko to, że odzyskałem swoje życie i Boga.

    W ten sposób na przestrzeni kilku miesięcy odzyskałem łaskę Boga i chociaż nie odczuwałem już takiej bliskości z Nim jak przedtem, ani nie odczuwałem tej Mocy jaka temu towarzyszyła, to jednak okazał mi wielką łaskę, spełniając prawie wszystkie moje prośby w kolejnych miesiącach, często wręcz natychmiastowo. Szczególnie chętnie spełniał moje prośby odnoszące się do mojego rozwoju i zmiany życia. Pomimo tego wszystkiego nadal niezbyt mocno wierzyłem w istnienie Boga, zresztą i dzisiaj nic się nie zmieniło.

    Zawsze miałem problemy z odczuwaniem wiary. Nie odczuwam wiary jako takiej, a to, że wiem, że Bóg istnieje wynika tylko z doświadczenia. Zawsze więc rozbraja mnie pytanie „Czy wierzy pan w Boga?”, bo wierzyć można w coś czego się nie widziało, ale jest się przekonanym, że to coś istnieje. Ja natomiast nie wierzę w to, tylko WIEM z doświadczenia. W ten piękny sposób człowiek „szkiełka i oka” jakim przez większość swego życia byłem poznał Boga przez doświadczenie. Czyż to nie piękne? Nie. Choć to może zabrzmi dziwnie, pomimo tej pewności, bardzo zazdroszczę ludziom, którzy wierzą w Boga poprzez wiarę. Uważam to za rzecz duchowo bardzo cenną. Chciałbym mieć taką wiarę. Taki może paradoks...

    Wracając do tematu, kiedy zacząłem analizować to wszystko, przypomniały mi się sytuacje, w których Bóg już wcześniej spełniał moje prośby, a nawet pomagał mi sam od siebie, w sytuacjach które wydawały mi się beznadziejne, kiedy wydawało się, że już znikąd nie ma szans na ratunek, a tu nagle niespodziewanie, ze strony z której bym się nawet nie spodziewał przychodziła pomoc. W tych momentach byłem przekonany, że było to działanie Boga. Choć takich sytuacji było wiele w całym moim życiu, to jednak dawniej były one na tyle rzadkie, że po jakimś czasie zapominałem o nich i o Bogu. W tym ostatnim czasie o którym piszę, zdarzeń takich, razem ze spełnionymi prośbami było tak dużo, że w połączeniu z otrzymanym światełkiem, na gruncie czysto logicznym nie sposób było wyciągnąć innego wniosku, jak tylko taki, że Bóg istnieje naprawdę.

    W tej chwili zmierzam do Boga drogą mistyki mając nadzieję, że w czasie próby wytrwam w „wierze”. Puki co, w dalszym ciągu, poprawiam swoje życie i siebie samego dążąc do świętej doskonałości, szczególnie uważając na to, aby nie pojawiła się we mnie pycha, wręcz przeciwnie, staram się odnajdywać w sobie pokorę i miłość, choć jest to dla mnie zbyt łatwe. Trudno mi teraz oczekiwać od Boga kolejnych łask, ponieważ wiem dobrze, że otrzymałem do tej pory bardzo, bardzo dużo, ale z drugiej strony święty Jan od Krzyża pisze, że „tyle od Boga otrzymujemy, ile się od niego spodziewamy”. Tym przesłaniem chciałbym zakończyć swoje świadectwo, zwracając uwagę na fakt, że aby dobrze wykorzystać tę sugestię potrzebna jest świadoma wiara, oraz wiedza duchowa, która pomoże nam przygotować odpowiednie podłoże do otrzymywania przyszłych łask. Szczęść Boże!


    Zapoznaj się z innymi artykułami. Przejdź do zakładki Spis artykułów.



Polecane e-booki:

e-booki   e-booki   e-booki   e-booki